niedziela, 11 grudnia 2016

Smutno mi

Pijąc sok przy oknie nagryzmoliłam sobie:

Zatrzymany proces
Martwa mucha układa nogi w pentagram
Biedronki tracą kolor jak liście olszyny
W ciasnej przestrzeni między szybami
Smutek się nie zazieleni

Wciśnięte w szparę suche truchło
Budzi odrazę czy współczucie
Zaraz przy sobie straciły oddech
W imię rozkładu oddały życie

Skrzydła rozwarte siłą ducha chyba
Ukryć się chciały w najgłębszej z dolin
Inne jak starcy modlący się cicho
Na plecach leżąc bezwładnie
Śnią o ostatnim locie

piątek, 9 grudnia 2016

Aksamitne ćmy

Fever Ray - Keep The Streets Empty For Me

Motyw ćmy powracał do mnie często w tym roku.

Przed oczami staje mi wzruszająca scena zainspirowana religijnym obrazem. Pochylona nad dzieckiem zatroskana matka kołysze łagodnie w swoich ramionach bezbronne niemowlę usypiając je melodyjnym śpiewem. Opowiada mu prostą historię o ciepłych ćmach na oczach, wyrażając tym samym głęboką akceptację dla losu, który uczynił jej dziecko niewidome. Scena oddaje całą delikatność matczynych uczuć, które kobieta przelewa na dziecko, wiążąc oboje w atmosferze ufności i spokoju.

Niepokojący taniec ciem, których niespokojny lot wyrażony jest przez porywczość, rozbieganie, gorączkę i napięcie zostaje chwilowo zatrzymany, by zaraz potem powrócić do frenetycznych ruchów i rozpocząć cały cykl od nowa.

Statyka, czyli ćmy osnute w białych oprzędach. Tkanki zmieniają strukturę, rozpadają się, inne tworzą się na nowo.

W filmie "Mama" z 2013r jest scena, w której mała Lilly zjada garściami ćmy, tak jak niektórzy podjadają czipsy. Tutaj symbolizują one obecność tytułowego upiora.

W filmie "Milczenie owiec" z 1991r zmierzchnica trupia główka symbolizuje przeobrażenie. Chociaż w rzeczywistości obraz na jej grzbiecie to tylko pomniejszona fotografia.

czwartek, 8 grudnia 2016

Ognisty ptak

 


Animacja z filmu "Fantazja 2000" do muzyki Igora Strawińskiego "Ognisty ptak"

czwartek, 1 grudnia 2016

Rodzina Conradi

Na mojej półce ląduje książka "Zalety Irracjonalności" Dan Ariely, a zaraz potem trafiam na seans "Toni Erdmann" w reż. Maren Ade. Czysta logika.

Konfrontacja dwójki bohaterów podkreśla wady i zalety każdego z nich. Z jednej strony mamy starszego ojca, którego poczucie humoru jest nieco wątpliwe, ale nikomu nie przeszkadza, a z drugiej strony córkę, która twardo stąpa po ziemi, ale jej sukcesy nie przekładają się na poczucie szczęścia.

Ines poznajemy w trakcie realizacji pewnego zadania. Widzimy jak wpasowuje się w istniejącą hierarchię, której początkowym stadium jest jej własna asystentka. Okazuje się jednak, że wymaga to rezygnacji z czasu wolnego i nieustannej mobilizacji do działania. Zmęczenie Ines i jej drzemki, które niekoniecznie wypadają w nocy, podziałały na mnie sugestywnie. Poczułam się zwyczajnie znużona.
Nie mogłam się doczekać, aż bohaterka powie dość, ale zaszło to w dość nieoczekiwanej formie.
Przełomem była scena kiedy Ines śpiewa piosenkę Whitney Houston "Greatest Love Of All". 

Kulminacją filmu jest spotkanie integracyjne. Absurdalny pomysł wcielony w życie wprawia w zdumienie. Ines przeżywa rozstrój psychiczny czy raczej posługując się swoim uporem zrywa ze sztucznością i konwenasami, żeby zdobyć się na szczerość? Zgrabne połączenie z wątkiem humorystycznym wywołało lawinę śmiechu na sali, która zaraz potem zamieniła się w łzy wzruszenia. Istne katharsis.

Życie zawodowe, które zastępuje Ines prawdziwe relacje okazuje się większą karykaturą niż nie do końca śmieszny ojciec. Za to jego postawa demaskuje sztuczność biznesowego slangu, skostniałej formy i nienaruszalnej hierarchii.

Z filmu dowiedziałam się też jak sprytnie zapiąć ekspres na plecach, a także, że lepiej nie myć się szamponem, nawet jeśli zabraknie ci akurat mydła. Skutki mogą być nieodwracalne.



Źródło zdjęcia: filmweb.pl

środa, 30 listopada 2016

Przewrotna szczerość

Minęło równo dziewięć miesięcy między lekturą książki "Małe zbrodnie małżeńskie" Erica Emmanuela Schmitta a okazją do obejrzenia spektaklu na jego podstawie.

Podczas pierwszej lektury byłam mile zaskoczona zabawnymi dialogami, podstępem, oddaleniem, które przybliża do siebie bohaterów. Za drugim razem bardziej zastanawiałam się nad tym jak Lisa radzi sobie z odrzuceniem, a właściwie to jak sobie z nim nie radzi. Działa w myśl zasady "Robi się to, czego się nie umie wypowiedzieć".

Bogate w treść proste dialogi ukazują niejedną prawdę o bohaterach. 

GILLES Życie ze mną jest piekłem?
Kobieta, zaskoczona, zwraca się w jego stronę.
LISA Rozczulasz mnie, zadając to pytanie.
GILLES A co z odpowiedzią?
Lisa milczy. Ponieważ on wciąż czeka, przyznaje w końcu z powściąganą czułością:
LISA Niewątpliwie jest piekłem, ale… w pewnym sensie… zależy mi na tym piekle.
GILLES Dlaczego?
LISA Jest w nim ciepło…
GILLES Jak to w piekle.
LISA I mam w nim swoje miejsce…
GILLES Niczym Lucyfer…


Co kryje się pod deklarowanym tak żarliwie przywiązaniem żony do męża? Jak zmienia się jej podejście do niego w pozoru tak krótkiej wymianie zdań? Z czym wiąże się okazywana czułość? To tylko kilka z pytań, które rodzą się w głowie w trakcie lektury.

(Lisa) Wstaje, chwyta butelkę whisky, nalewa sobie szklaneczkę, prowokując Gilles'a.
LISA Wypiję ją.
GILLES Wypij.
LISA Potem wypiję następne.
GILLES Pij, ile chcesz. Zalewaj się, skoro umiesz pływać!
LISA (wyzywająco) Wypiję całą butelkę.

Gilles patrzy na nią, nie reagując.
LISA Nie... nie powstrzymasz mnie?
GILLES A po co? Mam cię bronić przed tobą samą? Chętnie będę cię bronił przed kimkolwiek, ale nie przed tobą samą...








Książka Małe zbrodnie małżeńskie
"Małe zbrodnie małżeńskie" E.E.Schmitt

wtorek, 29 listopada 2016

Utracone wspomnienia

Co dzieje się z człowiekiem, który traci pamięć?

Podczas gdy książka pt."Motyl" Lisy Genovy spokojnie czeka na lekturę, odpowiedzi szukałam w filmie wyreżyserowanym na jej podstawie "Motyl Still Alice" z 2014r.

Pewnego dnia Alice biega ścieżką, którą pokonywała wcześniej milion razy i nagle traci orientację w dobrze znanej przestrzeni. Poczucie zagubienia, którego doświadcza nie dotyczy tylko miejsca i czasu, ale intencji z jaką podjęła działanie i celu do którego dąży.

Coraz częściej występują u niej zaniki świadomości, które negatywnie oddziałują na wszystkie sfery jej życia. Choroba wymusza na niej rezygnację ze stanowiska wykładowcy na uniwersytecie, zaburza relacje rodzinne, oparte w dużej mierze na porozumieniu intelektualnym i drastycznie ogranicza jej wolność.

Bohaterka traci stopniowo zaufanie do samej siebie. Podejmuje działania, które pozwolą jej jak najdłużej być samodzielną. Jednocześnie wyznacza sobie jednak granicę takiej egzystencji. Codziennie odpowiada na kilka pytań. Kiedy choroba bezlitośnie wymaże z jej pamięci imiona ukochanych dzieci, będzie to dla niej jednoznaczne z utratą tożsamości, planuje więc dokładnie swoje samobójstwo.

Film opowiada historię walki o własną niezależność osoby dotkniętej chorobą Alzheimera. Ukazuje w nowym świetle z pozoru stabilne relacje, a także przewartościowuje role pełnione przez poszczególnych członków rodziny. Towarzysząc bohaterce w powolnym procesie utraty pamięci można poddać się refleksji nad tym co tak naprawdę nas określa. Sama zastanawiałam się nad tym czy są to wspomnienia, potem czy chwila obecna, a na koniec czy może uczucia, które sprawiły, że córka Alice z delikatnością rozpostarła dłoń dla bezbronnego motyla, jakim stała się jej matka.

Książka Motyl
"Motyl" Lisa Genova

środa, 16 listopada 2016

Musicale

Wieczór w Akademii Muzycznej i dalsze poszukiwania:

1. Aquarius 

2. Sylwia Banasik - Dobrą być nie popłaca (No Good Deed)

3. Natalia Piotrowska i Kuba Jurzyk - Upiór w operze

4. Jarek Kozielski i Natalia Piotrowska - Wcale nie, ależ tak (Anything You Can Do)
 



poniedziałek, 14 listopada 2016

Kot Simona u mnie za płotem

Sprofanowałam książkę "Kot Simona za płotem", ale to dlatego, że tak ją lubię. Porozrzucałam kleksy stalówką, co nieco dorysowałam i pokolorowałam niektóre strony. Myślę, że każdy miałby milion pomysłów na zabawne dialogi. Bez względu na wiek.

Można powiększać:



























Źródło ilustracji: "Kot Simona. Za płotem." Simon Tofield

sobota, 12 listopada 2016

Gacek uważaj! Modraszka atakuje


Które zwierzę jest bardziej mroczne: sikorka czy nietoperz?
Jeśli powiem Ci, że to pierwsze, będziesz zaskoczona, prawda?

Jednak nie przez przypadek sikorki mają żółte brzuchy. Często w przyrodzie jest to przecież sygnał ostrzegawczy. A jest się czego bać. Zwłaszcza gdy jest się nietoperzem albo mniejszym od niej ptakiem.

Zastanawiałaś się kiedyś dlaczego sikorki tak chętnie zjadają słoninę, którą zostawia się dla nich zimą? Wiadomo, że tłuszcz pozwala im uzupełnić zapasy energetyczne. Sikorki nie ograniczają się jednak do tego przysmaku.

Gdzie jeszcze mogą znaleźć tłuszcz? Czy wiesz, że stanowi on 60% suchej masy mózgu? Sikorki już się tego nauczyły i włączyły do diety mniejsze kręgowce.

Przypadki, gdy ptaszki podlatujące do karmnika same stają się ofiarą są faktem. Tak samo jak stadne ataki modraszek na nietoperze budzące się z zimowego snu.

Jednak jak to w przyrodzie bywa, sama sikorka ma naturalnych wrogów.
Poniżej opis uników sprytnych bogatek przed krogulcem:


Można teraz zastanawiać się czy słynna scena w budce telefonicznej z filmu "Ptaki" Alfreda Hitchcocka byłaby tak samo straszna gdyby Melanie Daniels zaatakowały sikorki.

Źródło informacji: m.in. Adam Wajrak "To zwierzę mnie bierze"
Źródło nagrania: "Dlaczego w trawie piszczy?" gawęda Simony Kossak ( audycja nr 18 "Dlaczego ptaki oszukują")
      

środa, 9 listopada 2016

Nastrojowe obrazy

Dziewczyna z perłą (2003), reż. Peter Webber
 

DELFT, HOLANDIA, ROK 1665

Johannes Vermeer  w rozmowie z służącą Griet:
- Przyglądasz się? I co...
- Nic nie jest we właściwym kolorze.
- To kolor podłoża. Nadaje ton...cień w świetle. Kiedy wyschnie...zamaluję to błękitem, ale...czerń będzie się przebijać.

- Spójrz, Griet. Popatrz na chmury. Jakiego są koloru?
- Białego?
Nie...nie są białe.
Żółte...błękitne...i szare.W chmurach są kolory.
- Teraz rozumiesz.

(To jest) rubinowy szelak. Guma arabska. Kora winorośli. Dodaje się ją do śniedzi miedziowej. Malachit. Cynober. (...) olej lniany. Czerń węglowa. Rozciera się to w moździerzu w ten sposób.

Pieter Van Ruijven na temat obrazu przedstawiającego jego małżonkę:
- Czy to żółcień indyjska?
Wydestylowana z uryny świętych krów, karmionych tylko liśćmi mango?
Wymalował pan moją żonę suszonymi sikami!
- To odpowiedni kolor.
(...)
- Podoba mi się.
Kolor, właściwa perspektywa, złudzenie... jest zupełne.
Całe to mistrzostwo na użytek mojej drogiej Emilii.
Wręcz...
wydaje się...
że ona myśli.

Źródło zdjęcia: www.filmweb.pl
Źródło tekstu: www.opensubtitles.org, autor napisów: hskowron@wp.pl

wtorek, 8 listopada 2016

Złote kolory jesieni

Na chłodną pogodę najlepsze są pełne ciepła opowieści, z grubą jak wełniany koc warstwą emocjonalną, niedostępną na pierwszy rzut oka i tym bardziej ciekawą. Lubię filmy nieznane, zagubione, mniej popularne w naszym kręgu kulturowym. Jednym z nich jest "Jedwabna opowieść" z 2004 r w reż. Éléonore Faucher.

Film nakręcony jest w tonacji zielonej, na ekranie widzimy kolory takie jak zgniła zieleń, khaki, zieleń mchu, seledyn a nawet zimną miętę. Barwa ta kontrastuje z jasną cerą, koralowymi ustami i miedzianymi pasmami włosów głównej bohaterki. Możemy zobaczyć jak pięknie współgrają z kolorem bordowym, ciepłym szarym, ceglastym czy słomianym. Wszystko po kolei, jak w naturze.

"Brodeuses", 2004 r.

Pod zgrabną ręką zdolnej hafciarki rodzi się harmonia. Przy dźwiękach wiolonczeli cekinowe łuski obsypują pokryte sieciami plaże, pajęcze nici rozciągają połyskujące ramiona na tle ciemnej organzy, a miękkie królicze skórki otulają zimne metalowe dżety.

Jednak tak jak batystowa nić może zaciągnąć szyfon, tak życie bohaterek rozdarło na pół jedno niespodziewane szarpnięcie.

Elegancka i skromna Pani Melikan po utracie syna w wypadku motocyklowym stroni od ludzi, a pracę, którą dotąd wykonywała z pełną pasji radością określa jako zwykłą chałturę. Na najmniejszy odgłos z ulicy zrywa się, żeby zamknąć okna. W ciszy pracowni wpatruje się w drzwi pustego pokoju syna.

Kiedy do jej warsztatu trafia Claire, zamknięta w sobie młoda adeptka haftu, kobieta zdaje się wcale jej nie zauważać. Pracują w milczeniu, w tle miarowego stukotu zegara i maszyn. Gdy Pani Melikan podczas zakupów dowiaduje się, że dziewczyna jest chora, przy następnej okazji nieśmiało nawiązuje kontakt.

Współczucie, które otwiera Panią Melikan na Claire, staje się drogą do głębszej relacji pomiędzy dwiema postaciami. Dojrzała kobieta odnajduje się w roli troskliwej opiekunki, a Claire zwierza się jej, podziwia ją i powoli akceptuje swoją sytuację.

Stopniowa zażyłość zmienia na lepsze obie kobiety. Claire dorasta, a Pani Melikan uczy się od nowa uśmiechać.


Źródło zdjęcia: www.filmweb.pl


sobota, 5 listopada 2016

Powiedz stop

Przemyślenia po dzisiejszym spektaklu podejmującym temat przemocy.

Ściana. Zimna, nieczuła, odgradzająca od innych, niosąca przez piętra coraz płytsze tony.
Urywa słowa, nie pozwala ich dokończyć. Ale to Ty włączasz radio, podgłaśniasz telewizor, wychodzisz na balkon czekając na ciszę. Odwracasz wzrok na ulicy, na przystanku, w tramwaju.
Nie wstajesz i nic nie mówisz. To milczenie czyni cię współwinnym. Jeśli trzeba spójrz w oczy potrzebującemu i zadzwoń po pomoc.

Książka do dalszych refleksji:
"Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?" Justyna Kopińska

Film na Youtube:
Protest ''Razem przeciw kulturze gwałtu''

Nie ma za grosz kultury

Naprawdę? Wystarczy tylko trochę poszukać.

W lokalnych ogłoszeniach znalazłam niedrogie i często bezpłatne wydarzenia, które zachęciły mnie do większej ekstrawersji.
Dzięki uczestnictwu w szkoleniach nabrałam dystansu do siebie, bo w końcu nie trzeba być idealnym, żeby dobrze się bawić.

Chociaż z zajęć z samoobrony wróciłam z siniakami i cała w kurzu, warto było tam pójść.
Na zajęciach z mantry przekręcałam słowa.
Na warsztaty kolorystyczne przyszłam ubrana w kolory pani jesieni, a wyszłam wiedząc, że jestem wczesną zimą albo późnym latem.
Na warsztatach dla kobiet znalazłam kosmetyki, których używam do dzisiaj.
Dowiedziałam się też jakie pomyłki zdarzają się w robieniu jadłospisu.
Zbadałam szczegółowo swój kręgosłup i wiem już, które z ćwiczeń fitness są dla mnie najlepsze.
Byłam też na kilku spektaklach tanecznych, występie żonglerki, performance ulicznym, a nawet na sztuce egzystencjalnej.
Dla nabrania odwagi zadawałam pytania na szkoleniach, dzieliłam się przemyśleniami, a z własnych kompleksów uczyniłam nawet atuty.
Nieźle jak na osobę nieśmiałą, prawda?

Potrzeba rozrywki

Lista wydatków jest długa. Dla każdego jest to coś innego. Kredyt hipoteczny straszy ratami, własna działalność dodatkowymi kosztami, dzieci wydatkami na szkołę...
Ciężko za tym wszystkim nadążyć, a nawet jeśli się uda, życie zaproponuje zaraz nowe wyzwanie.
Często czujemy się rozdrażnieni, uwikłani w problemy i nic nie wydaje się proste.
Dlatego warto poszukać zajęcia, które pozwoli się zdystansować do tego, co powszednie.

Wystarczy tylko chcieć, oddelegować pracę, chwilowo kogoś innego obarczyć brakiem czasu. Chociaż wiem, że my kobiety, nie uciekamy nigdy od problemów dosyć daleko ;)


piątek, 4 listopada 2016

Szast-prast i do kosza

Są takie wynalazki, których użycie, ze względu na łatwą dostępność i przydatność, na stałe wchodzi nam w nawyk. Zasada ta sprawdza się w przypadku ręczników papierowych.

Skrawki papieru, powstałe na skutek anomalii w pracy gilotyny do obcinania papieru toaletowego, należało jak najszybciej spożytkować. Tak też narodził się pomysł zastosowania ich w kuchni, który to przyjął się bardzo dobrze już w latach 30' ubiegłego wieku.

Dzisiaj produkt ten jest rozwiązaniem bardzo higienicznym, stosowanym z powodzeniem w toaletach publicznych, restauracyjnych kuchniach, gabinetach do masażu czy warsztatach samochodowych.

Jednak często bezrefleksyjnie korzystamy z niego w domu.

Ręczniki papierowe w głównej roli

Życie papierowego ręcznika jest bardzo krótkie. Nawet jeśli ma wiele warstw i jest bardzo wytrzymały to przemoczony i brudny nie przyda się już na nic. Tłusty i podarty nie nadaje się nawet do recyklingu. Bardzo szybko ląduje wśród odpadów mieszanych.

Pomimo tego faktu kupujemy chętnie i często barwione na kolorowo lub rażące białością gofrowane rolki. Sięgamy też po ręczniki papierowe o przyjemnych, wytłaczanych wzorach.

W ferworze codziennej pracy osuszamy papierem owoce, odsączamy na nim frytki, wycieramy w niego dłonie. Zbieramy z jego pomocą rozsypane na blacie produkty, wycieramy tłuste i mokre plamy.

Ręczniki papierowe wydają się niezbędne, prawda? Może w wielu przypadkach rzeczywiście tak jest, ale w pozostałych dostępne są przecież inne rozwiązania.

1. Gąbka skutecznie chłonie wodę i można nią wielokrotnie czyścić zabrudzone powierzchnie.
2. Ściereczki z celulozy z powodzeniem zbierają kurz i sypkie produkty.
3. Mikrofibra jest na tyle wytrzymała, że nawet po całkowitej utracie koloru nadal trzyma fason.

Nie jesteś nadal przekonana?

Namawiam więc do skorzystania z ręczników z makulatury, w naturalnym szarym kolorze. Jeśli wybierzesz papier w białym odcieniu sprawdź przed zakupem czy jest wolny od chloru, popularnego wybielacza.

Popularne Zetki, o listkach składanych w systemie Z-Z też spełniają dobrze swoją rolę. Niestety takie ręczniki nie są idealne, nie mają neutralnego zapachu, mogą też się kruszyć jeśli nie są powlekane żywicą.

Na pocieszenie powiem, że ścierki, które powstają z celulozy są produktem biodegradowalnym.

Używasz ręczników w kuchni? Sprawdź czy mają atest PZH dopuszczający do kontaktu z żywnością.

W jednym z wyliczeń znalazłam informację, że na osobę przypada ok.70  listków ręcznika, czyli średnio jedna rolka na miesiąc. Niby mało, ale dlaczego by nie zrezygnować z tego niepotrzebnego wydatku, zaoszczędzić parę groszy, a przy okazji mniej śmiecić?

czwartek, 3 listopada 2016

Rywalki - Poldark (spoiler)

Zdrada. Dwa punkty widzenia: żony i kochanki.

Demelza w rozmowie z Poldarkiem
- Demelzo, nigdy nie udawałem ideału.
- Czy ja o to prosiłam?
Nie przypominam sobie.
Pamiętam za to, że ślubowaliśmy sobie wierność.
- Wiem, że zawiodłem twoje zaufanie.
- Straciłeś.
- I zraniłem twą dumę.
- Dumę?
Moją dumę?
(…)
Wydawało mi się,
choć niewiele wiedziałam,
że nie byłeś jak inni mężczyźni.
Była w tobie szlachetność
nie z urodzenia, a z charakteru.
Byłam dumna, że ktoś taki mnie poślubił.
A teraz odkrywam,
żeś wart mniej od innych.
Nisko upadłeś i z bardzo wysoka.
Nie moją dumę zraniłeś, Rossie.
A moją dumę z ciebie.

Elisabeth w rozmowie z ciotką
Opuścił mnie.
Chciał powstrzymać ten ślub, ale nie dał nic w zamian.
Zabrał to, co nie należało do niego
i odszedł, nie ponosząc konsekwencji.
Dlaczego musiał przyjść?
Nienawidzę go za to!
Nie pozostawił mi innego wyjścia!



Źródło tekstu: http://www.opensubtitles.org/

środa, 2 listopada 2016

Zabawy z włóczką

Czy pamięta ktoś jeszcze grę zręcznościową z użyciem sznurka, którą rozgrywało się w parach?

Zabawa nazywa się Ayatori i pochodzi z Japonii. W grze najważniejsze jest skupienie i koordynacja ruchów. Najlepiej trochę podkręcić tempo. Kto się pomyli przegrywa!




Dla bardziej zaawansowanych polecam figurę "biegnącego psa". Na filmiku poniżej efekt końcowy jest widoczny po 1 min i 50 sek.

wtorek, 1 listopada 2016

Sernik dla przedszkolanek

Robiąc podsumowanie stwierdziłam, że na blogu brakuje jednego: ciasta! Dzisiaj zaproponuję przepis na gotowany serniczek, a że nie mam pamięci do składników to zrymuję.

Dwie  szklanki na blacie czekają cierpliwie
Jedna z kopcem cukru, druga pełna do połowy mleka
Co je czeka?

Cztery jajka w misce rozbite
Z wiaderkiem serka ucierane
Już wiedzą co jest w rondelku grane

Kostka masła się rozpuszcza
Skwierczy głośno, to rozpusta,
Tęskni już do beszamelu
I roztapia się w marzeniu

Wielkie "O" od lewej do prawej
Zdziwiona łyżka maluje w kociołku
Na słabym ogniu podgrzewa się masło
Syczy, że nie zbrązowieje tak łatwo

Potem znienacka
Spada masa z jajek i sera
Zagęściła się substancja
Od tego zabiegu

Cukier puder ofensywę
Podjął zaraz szturmem
Rozniesie się licznie
W bombie kalorycznej

A na koniec dwa budynie
Jak nie wskoczą do szklanki
Zawirują, zatańcują i w rondelku wylądują

Herbatniki w szachownicy
Ścielą się w brytfannie
Kołderka sernika
Zaraz na nie spadnie

Zachęcam do zabawy z dziećmi. Co ciekawe, w ten sposób naprawdę wiele mogą się nauczyć.
A ciasto? Przygotowane w 30min, znika w 5 i to nie pod stołem ;)

poniedziałek, 31 października 2016

Raport miesięczny

Podsumowanie pierwszego miesiąca na blogu. Pomoc dla tych z Was, którzy trafili tutaj pierwszy raz.

~ Adwokat
Na początku podzieliłam się swoją opinią na temat wpisów na forum, rankingów prawniczych oraz kancelarii odszkodowawczych.
Szukam dobrego adwokata

~ Agresja
Stanęłam po stronie forumowiczki.
Pytasz, to dobrze, ale ostrożnie
Podałam kilka praktycznych rad w przypadku mowy pełnej przemocy.
Spokojna wymiana zdań

~ Czas
Pokazałam jak wykorzystuję technologię w codziennym życiu.
Aktywne słuchanie, czytanie, pisanie
Podsunęłam też pomysł, jak pomimo braku czasu czytać książki.
Nie mam czasu czytać książek
Spisałam listę wtyczek do przeglądarki i praktycznych programów.
Kilka sprytnych myków dla laików

~ Film
Poruszyłam problem muzyków sesyjnych, którzy stoją w cieniu, a chcieliby stanąć na środku sceny.
Co takiego mają w sobie chórki?
Zaakcentowałam wagę problemu poruszanego w książce "Dogville" Larsa von Triera i książce "Toksyczne słowa" Patricii Evans.
Nadużycie

~ Książki
Zwyczajne problemy oraz bezcenne opisy przyrody znalazłam w lekturze z liceum.
Nabieram oddechu przy lekturze "Nad Niemnem"
Zgłębiłam kwestię samoakceptacji w stosunku do zaburzeń odżywiania.
"Kobiety, jedzenie i Bóg"
Poznałam trudności wynikające z zespołu Aspergera, opisane jasnym i czytelnym stylem Johna Eldera Robisona.
"Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera"

~ Materiał
Opisałam zastosowanie bambusa
Spadam po bambus


~ Przyroda
Dbając o edukację przyrodniczą połączyłam książkę z filmem.
Puszcza Białowieska
Inspirując się felietonami Adama Wajraka, w krótkich opowiastkach przybliżyłam wiewiórkę amerykańską i mazurka.
Mazurek bez piórekRuda kita pospolita
 
~ Samopoczucie
Podsunęłam kilka pomysłów jak poprawić sobie samopoczucie
Jak nie dać się przygnębieniu?

~ Seriale
Sprowadziłam oglądanie serialu do fascynacji aktorem
Dlaczego oglądam Poldarka?
Wyraziłam też rozczarowanie trzecim sezonem "The Flash"
Biegnij, Barry, biegnij

~ Zakupy
Odciągałam od nierozważnych, kompulsywnych zakupów
Znowu zrobiłaś zakupy?

niedziela, 30 października 2016

Puszcza Białowieska



Aktualnie czytam zajmującą książkę Simony Kossak pt. "Saga Puszczy Białowieskiej". Ze względu na objętość tego dzieła, a liczy ono blisko 500 stron, należy poświęcić mu trochę więcej czasu.
Nie jest to w żadnym razie czas stracony!

Opowieści, które snuje Pani Simona, dodajmy z wykształcenia biolog i leśnik, przenoszą czytelnika w dzikie ostępy Puszczy Białowieskiej. Oprócz obszernych opisów zwierząt, zawierających ich wygląd, występowanie, zachowanie, możemy poznać ich losy w różnych momentach historii. Autorka przeprowadziła solidne badanie przeszłości, co pozwoliło na chronologiczne uporządkowanie opisywanych zdarzeń. Obserwujemy przeobrażenia samej puszczy, na które wpływała polityka kolejnych władców, często kierujących się własnym interesem, takim jak uzupełnienie opustoszałego skarbca pieniędzmi uzyskanymi z masowej wycinki lasów, czy spłacanie zobowiązań prezentami, całymi połaciami ziemi.

O ile liczne zniszczenia ekosystemów pojawiają się cyklicznie w czasie konfliktów zbrojnych, to przetrzebienie lokalnych gatunków zwierząt, łącznie z całkowitym ich wyginięciem, jest już konsekwencją bestialskich polowań, długiej tradycji zwyczajów łowieckich hołdowanej przez królów, a także zwykłych ludzi.

Książka napisana jest oceniającym okiem, ale czy można inaczej? Czytając lekturę zaczynamy pragnąć tego samego, co Pani Simona, otwieramy serce na żyjący las.

Książka eko. Saga Puszczy Białowieskiej


Nie mogę nie wspomnieć jeszcze o wyświetlanym właśnie w kinach filmie pt. "Królestwo" w reż. Jacques Perrin i Jacques Cluzaud

Gdy tylko usłyszałam gdzie był kręcony, postanowiłam zabrać do kina znajomych. Ponieważ zaklasyfikowano go jako kino familijne, wpuszczali tylko z wafelkami i od godziny 10:00. Jak widać filmy przyrodnicze ogląda się zazwyczaj w weekend, chyba, że ktoś pracuje na drugą zmianę w tygodniu.

Nie udało mi się nazwać wszystkich zwierząt przedstawionych na ekranie, ale na szczęście odkryłam kolejny szlak do dalszych poszukiwań.



piątek, 28 października 2016

Spokojna wymiana zdań

Kilka rad w przypadku spotkania się z przemocą słowną w pracy lub poza nią.

1. Spróbuj okazać życzliwość. Aby uniknąć napiętej sytuacji wtrąć się i zrób dygresje na zupełnie inny temat. Może rozmówca straci wątek.

2. Podkreśl to, co powiedziała przed chwilą druga strona. Powtórz jej wypowiedź. Zaobserwuj czy zrozumiała aluzję.

3. Uświadom rozmówcy co mówi i jak mówi, zaproponuj, żeby skorygował to, co właśnie usłyszałaś. Pokonaj go spokojem. Obraźliwe słowa przekuwaj w neutralne sformułowania. Jest szansa, że przez rażący kontrast zobaczy swój brak ogłady.

4. Jasno wyraź swój sprzeciw. Powiedz, że nie pozwolisz tak do siebie mówić i nie będziesz kontynuować rozmowy w takim tonie. Nie będziesz tolerować krzyków ani obrażania cię.

5. Zgłaszaj zastrzeżenia. Przerywaj jego wypowiedź jeśli jest obraźliwa. Powiedz, że to przemoc słowna. Podkreślaj to po każdym zdaniu, które uznasz za wulgarne.

6. Nie zamieniaj się w słup soli
Odsunięcie się od agresywnej osoby przychodzi przecież naturalnie. Zrobienie paru kroków w tył jest wyraźnym sygnałem wycofania się z interakcji. Jeśli wolisz, to możesz zbliżyć się do rozmówcy, domagając się, żeby natychmiast przestał cię obrażać, a jeśli to nie poskutkuje, opuść pomieszczenie.

Możesz też zasygnalizować dezaprobatę gestem. Podnieś rozłożoną dłoń lub machnij dłonią na znak "wystarczy".

7. Przełóż spotkanie na kiedy indziej. Możesz zmienić też miejsce rozmowy np. na pokój z działu kadr.

8. Nie zgadzaj się na dyskusję w cztery oczy.  Na wizytę idź z kolegą z pracy. Jeśli wchodzisz sam, niech znajomy będzie w pobliżu.

9. Informuj o swoich oczekiwaniach na temat sposobu prowadzenia rozmowy
Mając w kalendarzu spotkanie z osobą, której często puszczają nerwy, poinformuj ją z wyprzedzeniem, że godzisz się na rozmowę pod warunkiem, że będzie uprzejma.

10. Poproś o zachowanie kolejności wypowiedzi. Najpierw mówi jedna osoba, potem druga. W przypadku spięć zaproponuj chwilę ciszy.

11. Jeśli ktoś specjalnie cię drażni nie pozostawiaj tego bez echa, np. zbieraj dowody. Notuj obraźliwe uwagi, nagrywaj je i rób to publicznie.

12. Powołaj się na autorytet. Skuteczne są wzmianki o zasadach zachowania w miejscu pracy, dziale kadr, przełożonym, prawie pracy.

13. Spytaj się w kadrach co zrobić i zasygnalizuj problem.

14. Poszukaj szkolenia na ten temat. Zaproponuj na spotkaniu organizacyjnym, żeby aspekt komunikacji z innymi włączyć w formularz oceny pracy.

15. Jeśli atak następuje w większym gronie, nie zwlekaj i samemu staw czoło tej sytuacji.

Nawet jeśli ktoś traci panowanie nad sobą to można zachować się taktownie. Wskazana jest szczerość, jasne zasygnalizowanie, że nie zgadzasz się na łamanie swoich praw i w rozmowie obowiązują pewne zasady. Nie daj się wciągnąć w zaimprowizowaną grę.


Opracowanie na podstawie książki: "Nie musisz tego słuchać. Jak powstrzymać przemoc słowną w pracy" Arthur H. Bell

czwartek, 27 października 2016

Nadużycie

Problem agresji jest tematem, z którym nie jeden raz w życiu trzeba zmierzyć się w praktyce.
 

Czy impertynencja okazywana tonem i zachowaniem to już jest agresja? Zadawałam sobie to pytanie w towarzystwie znajomej. Subiektywne odczucie było na tyle silne, że zareagowałam natychmiast.

Wiara, normy i przekonania przekazywane przez rodzinę czy przyjaciół, solidne poczucie własnej wartości, mogą stworzyć niewidzialną barierę między nami a agresorem, co pozwala z łatwością odeprzeć jego ataki. 

Co jednak zrobić, kiedy nie potrafimy nazwać po imieniu sygnałów świadczących o wrogości, a nasza granica nie jest wystarczająco mocna, żeby się wybronić?

Możemy stać się ofiarą przemocy. Jako osoba doświadczająca agresji mamy pełne prawo, żeby wypowiadać się na jej temat. To my doświadczamy przecież bezpośrednio jej niszczących skutków.

Bardzo ważne jest tutaj otwarcie się na pomoc. Dlaczego? Agresor często szuka dogodnych sytuacji, bez świadków, w których w pełni będzie mógł wykorzystać swój niszczący wpływ. Tak jak nie warto być martwym ogniwem w organizacji, bo można z łatwością stać się tematem plotek, tak samo w przypadku spotkania się z agresją, poleca się uruchomić łańcuszek kontaktów. Warto opowiedzieć o problemie zaufanej osobie, która posłuży wsparciem, może podsunie jakieś rozwiązania, wniesie świeże spojrzenie.

Serdeczna osoba występuje wtedy często w roli "adwokata". Pamiętam jak pewnego razu przyjaciółka na moje narzekania zareagowała przeniesieniem uczuć gniewu i stanęła stanowczo w mojej obronie. Zastanawiałam się wtedy: jak to się stało, że ja tego nie widziałam? Ile w życiu jest sytuacji, w których tak naprawdę jesteśmy poddawani zręcznej manipulacji?

Nie w każdych okolicznościach jest możliwa pokojowa współpraca. Niektórzy rozpychają się łokciami, oznaczają swoje wpływy, obarczają cię winą za własne niepowodzenia. Trzeba stanowczo powiedzieć dość, albo pogodzić się z faktem, że tak to właśnie funkcjonuje i zmienić środowisko.

Oglądając film "Dogville" Larsa von Triera sięgnęłam po książkę "Toksyczne słowa" Patricii Evans, żeby zgłębić temat agresji. Chociaż żadnej z wymienionych pozycji jeszcze nie skończyłam, bo temat mocno mnie poruszył, to zauważam analogię pomiędzy przykładami z książki, a konkretnymi scenami w filmie.

Sam film odbieram jako przygnębiający, odmalowujący z precyzją atmosferę strachu, osaczenia, błędnego koła narastającej agresji. Główna bohaterka postawiona w relacji zależności, staje się obiektem druzgocących jej godność nadużyć. Książka z kolei, pozwala nazwać kolejne schematy, które zapędziły osaczoną ofiarę w ślepą uliczkę. 

Naprawdę warto udać się do biblioteki i wypożyczyć tę wartościową lekturę, o wyczerpanym już nakładzie, ponieważ jest ona nieocenioną pomocą w nazywaniu agresji po imieniu, a jest to umiejętność, której nie można przecenić. Obojętnie kogo dotyczy.

środa, 26 października 2016

Ruda kita pospolita

Zwykła parkowa wiewiórka, nic ciekawego. A gdyby miała kolor szary? Wypłowiała wiewiórka. A gdyby budowała gniazda nad ziemią, a nie wysoko w dziupli? Wiewiórka z radarem na orzechy. Czyli nic dodać nic ująć, wiewiórka amerykańska.


Niech nie zwiodą cię urocze pąsy jej szarej kity. Wypuszczona na wolność jest arsenałem środków na rodzime Baśki.

Jako zwierzę drapieżne na orzechy i żołędzie, a przy tym niezwykle sprytne i leniwe, wykrada zapasy gromadzone cierpliwie przez zapobiegliwe rudzielce.

Chociaż kuzynów, susła czy świstaka zostawi w spokoju, to niby przypadkiem uśmierci gryzonie z tej samej niszy. Zarazi nieszczęśników wirusem ospy, na którą sama zdążyła się uodpornić, a przy tym z chęcią pozajmuje ich dziuple, jak to miało miejsce w Wielkiej Brytanii i w północnych Włoszech.

W obliczu takiego łotra warto więc docenić to, co wydaje się pospolite, jeszcze zanim stanie się rzadkie.


Inspirujące felietony o zwierzętach:
Adam Wajrak "To zwierzę mnie bierze"

Mazurek bez piórek

Na okiennym parapecie usiadł mazurek. Mały, poturbowany, bo piórek miał tyle, że chyba samiczka oskubała go do reszty, żeby sobie mięciutkim puszkiem wyścielić gniazdo na zimę.

W niczym nie przypominał tego spotykanego na fotografiach. Dziób miał trochę za jasny, trochę za cienki, ale na żywo widziałam go przecież po raz pierwszy, więc nie miałam porównania. Wiedząc, że samym ptakom w obrębie rodziny zdarzają się pomyłki w rozpoznaniu pobratymca, stwierdziłam bez wahania, że to krzyżówka wróbla z mazurkiem.

Samiczka mazurka, nieco mniejsza od swojego kuzyna, ma uroczy czarny kleks na policzku. Samiec wróbla z kolei ma szarą czapeczkę i duży czarny śliniak.

Dzisiaj dowiedziałam się, że jaśniejsze ubarwienie to cecha młodych osobników. Aż strach pomyśleć, że tak niechlubne dobrałam mu pochodzenie.
 

wtorek, 25 października 2016

Co takiego mają w sobie chórki?

Wskrzeszają do życia, przywracają ducha lat 80', wzbudzają pozytywne emocje. Wystarczy wrócić do wspomnień z wakacyjnych wyjazdów, szantów w obozie nad jeziorem, żeby stwierdzić jak duża dawka wibrującej energii ukryta jest we wspólnym śpiewaniu. Niektórych odprężają dźwięki gongów i mis, inni wolą słuchać odgłosów natury albo mantr, sama wspominam z sentymentem klimat na koncercie Atmasfery uzupełniony wizualizacją krajobrazu z lotu ptaka. Tę samą funkcję może pełnić muzyka popularna.

"Uwielbiam chórki" - powiedział ostatnio znajomy, a ja bez wahania zaprosiłam go na seans "O krok od sławy" z 2013 roku wyreżyserowany przez Morgan'a Neville'a. Film ma formę reportażu, chórzyści mogą więc z własnej perspektywy opowiedzieć swoją historię.

Dokument pokazuje jak nastawienie na współpracę, które reprezentuje wiele kobiet, może odsunąć je w cień bardziej charyzmatycznej postaci. W codziennym życiu to zresztą bardzo ciekawy tzw.syndrom sekretarki. Już wyjaśniam co to takiego.

Podobnie jak w przypadku nauczycieli, którzy mogą napotkać trudności w przypadku próby zmiany charakteru pracy, asystentki również mogą zatrzymać się na pewnym etapie zawodowego rozwoju.

Chociaż zajęcia te wymagają doskonałej organizacji, odpowiedzialności, odporności na stres i presję czasu,w pewnym sensie oddalają też kobiety od zajmowania samodzielnych stanowisk. Nie ma znaczenia tutaj ani ilość partnerów handlowych z którymi porozumiewają się na co dzień ani zgodna współpraca w miejscu pracy, ponieważ przypomina to raczej rozwijanie sieci, w której jest się elementem wspierającym, ale nie centralnym.

W przypadku poszukiwania pracy ich kandydatura może być więc chętniej przyjmowana na stanowiska związane z podejmowanym już wcześniej zatrudnieniem. Jednak nie warto się zrażać,i tak jak to jest pokazane w filmie, próbować określić się na nowo i zaryzykować. Tyle masz niezależności na ile odważysz się po nią sięgnąć.

poniedziałek, 24 października 2016

"Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera" Robinson'a John'a

Wyobraź sobie, że bez skrępowania mówisz swojemu partnerowi, że nie wiesz czy związek z nim jest najlepszym wyborem. Potem kierując się chłodną logiką zaczynasz porównywać go z kimś innym, podając konkretne powody. Czy jest to humanitarne? Nie. Jednak osoby z ograniczoną empatią mogą nie widzieć w tym nic złego.

Przykład ten zaczerpnęłam z książki "Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera" Robinson'a John'a. Narratorem jest sam autor, który przedstawia historię swojego życia nierozerwalnie związanego z chorobą, która przejawia się trudnością emocjonalnego porozumienia z innymi ludźmi.

Na kartach książki obserwujemy jego dzieciństwo, w którym zwykła komunikacja z rówieśnikami staje się barierą nie do przebycia, a także stopniowy proces jego socjalizacji, nawiązywania relacji na płaszczyźnie zawodowej.

Naturalna droga rozwoju podyktowana jego talentami umożliwiła mu otwarcie się na innych.
Jako pasjonat elektroniki od wczesnej młodości poświęcał swój czas na naprawianie odbiorników radiowych, następnie tworzenie efektów specjalnych dla zespołu KISS czy Pink Floyd, a ostatecznie projektowanie gier telewizyjnych. Paradoksalnie awansując na przełożonego działu najbardziej oddalił się od swoich zainteresowań i pojawił w roli, która była dla niego niezwykle trudna. Dopiero założenie warsztatu, w którym zajmował się renowacją samochodów, pozwoliło mu na nowo odnaleźć swoją pasję, przy okazji otwierając go na komunikację z innymi ludźmi.

Wykorzystywanie łatwowierności młodszego brata, wzbudzanie lęku w matce, że jej młodsze dziecko się zgubiło, symulacja rytualnego zabójstwa to sytuacje, których był pomysłodawcą. O ile niektóre z opisanych historii są naganne z moralnego punktu widzenia, oddane z rozbrajającą szczerością otwierają oczy na to jak różnie można widzieć te same rzeczy.

Opisana w książce historia pozwala zrozumieć trudną sytuację osób, których umiejętności empatii są bardzo ograniczone. Pokazuje też jak bardzo krzywdzące jest określenie psychopata, które stygmatyzuje i wyłącza takie osoby ze społeczności. Osoby z Aspergerem, tak jak każdy z nas właśnie przez kontakt z innymi ludźmi mogą być w pełni sobą, a jako że często wykazują szczególną pasję, nierzadko są specjalistami w wybranych przez siebie dziedzinach.

E-book Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera [Pobranie pliku z zabezpieczeniem watermark]   "Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera" E-book

Kilka sprytnych myków dla laików

W nowym numerze Komputer Świat 11/2016 jest dostępnych kilka fajnych programów.

Dla osób studiujących dużą pomocą może okazać się ABBYY Screenshot Reader, który pozwala konwertować wycinek tekstu ze zrzutu ekranu na plik tekstowy.

~ Ashampoo Burning Studio służy mi od dawna do zgrywania danych na płyty CD oraz DVD.

~ The Bat!, z którego korzystałam w pracy ze względu na oferowane bezpieczeństwo. (Łatwo się domyślić, że tylko z podstawowych funkcji)

~ G DATA, czyli sprawdzony program antywirusowy z licencją na okres roku i 3 mie­sięcy.

~ Stic­ky Pas­sword, który zapamiętuje dane logowania też jest pomocny.

Przy okazji wspomnę też o wtyczkach do Firefoxa, z których korzystanie weszło mi już w krew:

~ QuickNote 0.7.6 dla Firefoxa, który pozwala otwierać notatki na pasku bocznym przeglądarki czy też w nowym oknie.

~ Always on Top też dla Firefoxa, dzięki któremu aktualnie otwarte okno jest zadokowane do pulpitu i wyświetla się zawsze na wierzchu.

~ Speak it! dla Chrome, skuteczny w przypadku gdy chcę odsłuchać tekst w obcym języku.

Ameryki nie odkryłam, ale za to z pewnością dobrze znany mi przylądek.

niedziela, 23 października 2016

Spadam po bambus

Bambus to materiał, który w zależności od obróbki, jakiej jest poddany wykazuje inne właściwości. Warto znać kilka jego zalet.

Bambusowe skarpetki nie krępują stóp. Koszulki i bielizna z tego materiału są bardzo wygodne. Jest to tkanina wyjątkowo przewiewna, oddychająca, a do tego świetnie dopasowuje się do sylwetki. Lepiej kupować produkty w mniejszy rozmiarze, ponieważ jest bardzo rozciągliwa.

Ręczniki z tego materiału są miękkie i puszyste. Nie miałabym oporu, żeby wytrzeć w nie niemowlaka. Dostępne są też bambusowe pieluchy, ale przed zastosowaniem sprawdziłabym raczej ich atesty. Dobrym pomysłem wydaje się też pościel z włókien bambusa, ale jest to produkt stosunkowo drogi, a satyna też jest dobrym rozwiązaniem.

Podczas robótek ręcznych bambusowe druty z łatwością dają się manewrować. Są lekkie jak piórko i wyjątkowo gładkie.

Stolik na laptopa jest tak wytrzymały, że można na nim oprzeć głowę i zasnąć.

Deska do krojenia szybko schnie i do tego jest trwalsza od plastikowych.

Kubki z bambusa można zabrać ze sobą na piknik albo wycieczkę. Niewiele ważą i zapomnisz, że masz je w plecaku. Trzeba jednak uważać, bo jeśli za długo trzyma się w nich wodę, włókna mogą zmięknąć.

W sprzedaży są też rajstopy bambusowe i getry. Polecam jednak sprawdzić grubość materiału, bo można się niemile zaskoczyć.

sobota, 22 października 2016

Aktywne słuchanie, czytanie, pisanie

Dzisiaj przybliżę trzy produkty, które pomogły mi lepiej wykorzystywać swój czas.

Na pierwszym miejscu stawiam nauszne słuchawki bezprzewodowe. Kupiłam je trzy lata temu w jednym z marketów elektronicznych. Po założeniu słuchawek, należy wybrać jeden z trzech dostępnych kanałów, czyli częstotliwość na której odtwarzany jest dźwięk. Zasięg odbioru to aż 50 m, co pozwala swobodnie przemieszczać się między pokojami. Dzisiaj popularniejsze są słuchawki bluetooth. Są mniejsze, często mają wbudowany mikrofon. Zasięg różni się pewnie w zależności od modelu.

Niezaprzeczalną zaletą słuchawek jest możliwość podpięcia ich pod dowolne urządzenie. Moje sprawdzają się zarówno w przypadku komputera, tabletu czy czytnika.

Sprytna rada
Słuchawki bezprzewodowe są doskonałym antidotum na domowe obowiązki. Włączam sobie audycję i zanim się obejrzę łazienka czy kuchnia lśni czystością.

Czytnik. Początkowo podchodziłam do tego pomysłu sceptycznie. Wydatek 700zł (w tym czytnik, etui i ładowarka) to przeliczając na książki, 17 sztuk po ok.40zł. Ostatecznie dokonując przeglądu swojej biblioteki znalazłam książki na komodzie, w pudle pod biurkiem, w gazetniku i o zgrozo, pod łóżkiem. Stwierdziłam, że zabierają stanowczo za dużo miejsca, posortowałam je, ułożyłam na regale i czym prędzej wybrałam czytnik.

Kupiłam model 6 calowy z opcją syntezatora mowy. Spodobał mi się też szmaragdowy kolor obudowy, do którego dobrałam zielone etui.

Zalety?
- oszczędność miejsca;
- możliwość odsłuchania treści, co pozwala ćwiczyć skupienie i wpływa korzystnie na obie półkule mózgu;
- koszt ebooków jest mniejszy od publikacji papierowych;
- mogę rozpocząć czytanie na ostatnio otwartej stronie;
- z łatwością odszukuję ciekawe fragmenty po wybranym słowie kluczowym.

Długopis elektroniczny. Kto z nas nie pamięta bajki o zaczarowanym ołówku? Ten magiczny gadżet pozwala mi pisać odręcznie, a następnie na komputerze tworzyć katalogi, a w razie potrzeby edytować plik na wersję cyfrową. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie tworzę już wokół siebie chaosu porozrzucanych kartek.

Zalety?
W przeciwieństwie do modnych rysików cyfrowych nie muszę patrzeć na monitor, co ma miejsce dopiero podczas końcowej obróbki tekstu.



piątek, 21 października 2016

"Kobiety, jedzenie i Bóg"


Chętnie podzielę się swoimi przemyśleniami na temat książki: "Kobiety, jedzenie i Bóg" Geneen Roth.

Założeniem autorki jest przekonanie czytelników, że problemy z jedzeniem mają wewnętrzne przyczyny. Opisuje ona sytuacje jakie miały miejsce podczas organizowanego przez nią  sześciodniowego szkolenia, co pozwala na bieżąco śledzić reakcje bohaterek oraz stosowane metody terapeutyczne. Co ciekawe oczekiwania większości uczestniczek były znacząco różne od tego, co chciała im zaproponować. Program obejmował "medytację jedzenia", podczas gdy one spodziewały się raczej gotowych zaleceń i planów żywieniowych.

Autorka wykazuje w tym przypadku zrozumienie chęci ucieczki okazywanej przez kobiety, ale konsekwentnie przekonuje je, że warto podjąć wysiłek zanalizowania własnej sytuacji. Tematy, jakie będzie podejmować to m.in.: w jaki sposób jedzenie odzwierciedla stosunek do własnej osoby, jakie są źródła zaniedbywania siebie (m.in.internalizacja zewnętrznego krytyka), jak osiągnąć harmonię.

Konsekwentnie dowodzi, że zachowania kompulsywne, w tym wypadku jedzenie, służą zagłuszaniu sygnałów płynących z ciała i skrywanych emocji.

Według autorki problem wola-jedzenie, wokół którego koncentrują się uczestniczki, jest stworzony w celu uniknięcia konfrontacji z własnymi uczuciami, poglądami, sytuacją obecną.

Destrukcyjne przekonania na temat własnej osoby prowadzą je od narzucania sobie restrykcyjnych norm żywieniowych po dogadzanie sobie. Relacja z jedzeniem ma więc szeroki zasięg i obejmuje też skrajne zachowania. Nie należy jednak tracić z oczu sedna problemu.

Podzieliła ona ogólnie kobiety na restrykcyjne i przyzwalające, będąc jednocześnie świadoma sztuczności takich kategorii. Restrykcyjne boją się przekroczyć niewidzialnej granicy, liczonej kaloriami, natomiast przyzwalające pozwalają sobie na przyjemność płynącą z jedzenia negując całkowicie jej skutki. Jedzenie staje się więc katalizatorem napięcia. Kobiety często też przechodzą z jednej skrajności w drugą. Można powiedzieć, że tracą ogólny obraz sytuacji. Odcinają się od własnej świadomości.

Należy odszukać wspomnienia ukryte pod nieprzyjemnymi uczuciami aby nadać im właściwe imię, umiejscowić, dopuścić do głosu.

Dodaje ona kobietom otuchy, pozwala uwierzyć w siebie. Udowadnia, że kobieta jest wystarczająco silna, żeby z obecnej perspektywy stawić czoła przeżywanym emocjom, przekonaniom, wydarzeniom do których odsyłają. Przedstawia metody, żeby zakotwiczyć się tu i teraz. Tłumaczy ćwiczenie z oddechem, wczuwaniem się we wrażenia płynące z ciała, otoczenie się linią włóczki, tak aby umiejscowić przestrzeń w której jest możliwe wyrażenie siebie.

Odsyła też do wiary, która z pewnością organizuje nasze wyobrażenie o świecie i pomaga zmierzyć się z chwilą obecną.

Zakończę pomysłem związanym z samą książką:
Jeśli pamiętasz czasy, gdy cieszyło cię samo twoje istnienie, wróć do nich teraz. Nie myśl o swoich niedoskonałościach, okolicznościach zewnętrznych, oczekiwaniach, które pojawiały się na linii twojego życia. Skup się na samym istnieniu.

Może uciekłaś od tego stanu bardzo daleko, ale ta cząstka wciąż jest w tobie.To ona sprawia, że jest ci źle w nienaturalnym stanie obżarstwa, przegłodzenia, czy też traktowania jedzenia instrumentalnie, bez zastanawiania się nad poczuciem sytości.

Zdrowe elementy mogą objąć współczuciem całą resztę. Wyobraź to sobie. Okaż sobie życzliwość i zrozumienie.

Książkę polecam dla zainteresowanych tematem problemów żywieniowych. Informacja dla zapracowanych: czas lektury to ok.2,5h

Link do książki:      

czwartek, 20 października 2016

Biegnij, Barry, biegnij


Trzeci sezon The Flash. Niezgrany zespół, na każdym kroku nieporozumienia. Oświetlenie w studio takie, że przestrzeń wydaje się być ograniczona, zamknięta. Miny bohaterów jakby ktoś zabrał ich z wymarzonych wakacji wprost na Arktykę.

Barry jest jak zawsze nierozważny. Co z jednej strony jest irytujące, a z drugiej pozwala ciągle wracać do głównego przesłania: jesteśmy drużyną, więc działamy wspólnie. Ta demokracja staje się w końcu nudna. Zwłaszcza, że zazwyczaj sprowadza się do stwierdzenia przez jedną z postaci: leć Barry, a reszta od razu kieruje wzrok w monitory.

Barry jest ujmująco-żenująco romantyczny. Tak się stara, że na pewno nie zdobędzie Iris. Jako niedostępna była o wiele ciekawsza. Barry ukrywający swoje prawdziwe uczucia, pełen rozterek zresztą też. Wątek niespełnionej miłości dodawał postaci głębi.

Nagle każdy chce biegać. Od razu postawcie tam stadion olimpijski.

Kogo nie wkurza Wally ten ma szczęście. Tak bardzo chce pomagać, iść w ślady Barrego a jednocześnie pracować na własne przezwisko. Jest taki nierozważny.

Cisco przecież wcale nie ma weny i jedyne co wymyślił to ksywę Złoczyńca. Żałoba po bracie, zwłaszcza, że kilka odcinków pokazywało ich brak porozumienia,wydaje się co najmniej przesadzona. No chyba, że flashpoint już to wymazał.

Sezon traci na sile wyrazu i oto pojawia się Harrison Wells. Niestety nie po to by uratować sytuację, ale poprawić relację z córką, a Barrego nauczyć sobie wybaczać. Dochodzą tutaj wątki psychologiczne.

Co jest obiecujące? Postać detektywa śledczego, wątek porzuconych ludzkich powłok.

Paradoksalnie tam gdzie będzie zimno tam będzie najgoręcej, bo nowe oblicze Caitlin z pewnością przyprawi widzów o prawdziwe dreszcze.

Co dla kobiet? Może głos ojca Barrego, który tchnie spokojem przez całe trzy sezony.

środa, 19 października 2016

Dlaczego oglądam Poldarka?

Na pewno nie dla głównego aktora. Kto chciałby przecież oglądać bohatera, o ciepłej karnacji i przyjemnej twarzy, który ciągle ma rozwichrzone włosy nawet jeśli chowa je pod pierogiem na głowie, a kształtne ciało pod długim dopasowanym płaszczem. Nie mówiąc już o nieobyczajnej niedbale rozpiętej koszuli, porzucanej na rzecz pracy w rozgrzanej do gorąca kopalni.

Kto znowu chciałby śledzić historię szlachetnej postaci, która w imię ideałów, obrony ludu, ryzykuje co chwila konflikt z prawem i naraża się na uwięzienie, stracenie na szubienicy, oczernienie w publicznie dostępnych pamfletach.

Co jest ciekawego w tym, że po powrocie z wojny ukochaną odnajduje się w ramionach kuzyna, majątek w ruinie, a intrygantów w czasie najlepszej prosperity. Do tego nudny temat polityki zaniżania cen złóż i tworzenia kompanii miedziowych, którego nie uratuje nawet ciekawa intryga.

Kto dzisiaj ogląda baśnie, w których niepozorna chłopczyca staje się rudą pięknością i wspiera swojego ukochanego w najśmielszych nawet zamierzeniach, podczas gdy jej dawna rywalka nie traci do niego sentymentu.

Nie, wcale nie czekam na kolejny odcinek.

Znowu zrobiłaś zakupy?

Kompulsywne zachowanie może przejawiać się na wiele sposobów, niezależnie od zasobności portfela. Zachłanność to już cecha osobowości.

Jeśli chodzi o zakupy można przecież nabywać dużo rzeczy w stosunkowo niskiej cenie, czyli łowić okazje czy też mało, za to niezwykle wartościowych, dla koneserów.

Problemem nie są zakupy, które można by określić jako okazjonalne, przemyślane, ani nawet te będące wypadkową nadchodzących wydarzeń (np.wyjście na fitness wiąże się z zakupem odzieży sportowej), celów mniej lub bardziej jasnych (własnych albo cudzych), ale sytuacja, w której czynność ta służy zaspokajaniu innych potrzeb, a sama wynika z nierozwiązanych problemów emocjonalnych.

Przyznaję, że:
1. Zdarza mi się kupić kilka książek jednocześnie
2. Mam kolekcję kubków i filiżanek, która stanowczo przewyższa moje potrzeby. Każdy znaczy dla mnie coś innego. Cieszy mnie myśl, że znajduję je już nie tylko w mojej kuchni. Czy jest coś milszego niż mieć u kogoś swój ulubiony kubek?
3. Chociaż wyrosłam już z kieszonkowego, z konsekwencją godną pozazdroszczenia zasilam swoją skarbonkę. Jeśli tylko jakiś pomysł chodzi mi po głowie wystarczająco długo i nie jest chwilowym kaprysem to stanowczo będę na to zbierać przy każdej okazji. Taka kompulsywność jest zresztą bardzo pożądana.
4. Mam też słabość do artykułów papierniczych. Do moich najlepszych pomysłów zaliczę kupno zszywacza bezzszywkowego oraz używanie kredek zamiast markerów. Brzmi całkiem ekologicznie.

Jakie potrzeby zaspokajam tymi nawykami i czy to dobrze czy źle, dowiem się pewnie z nowo zakupionej książki.

wtorek, 18 października 2016

Jak nie dać się przygnębieniu?


Przede wszystkim warto podejść do tematu aktywnie.

Muzyka jest panaceum na wszystko. Wyraża chwilowy nastrój, a może też skutecznie go poprawić, przy okazji wpływając też na otoczenie. Nie goń za myślami jak wilk za strusiem pędziwiatrem. Puść sobie radosną muzykę, ciekawy reportaż, a najlepiej od razu włącz Trójkę. Trafiłam tak dzisiaj na płytę Sinéad O'Connor "Throw Down Your Arms" (2005).
W najgorszym razie taka próba skończy się totalnym dysonansem.
Co robić kiedy zewsząd dopadną cię melancholijne piosenki? Wiesz, że niektórzy lubią smutek?

Jeśli jednak konsekwentnie nie chcesz się tak czuć, to doskonały impuls do zmian. Skoro dopuszczasz możliwość wyboru to podejmij decyzję. Z pewnością znajdziesz rozwiązania, które są pod ręką.

Podły nastrój, chandra to czasem pierwsza informacja, że coś jest nie tak. Nie chowaj głowy w piasek. Zastanów się co za tym smutkiem się chowa. Może to być sygnał do przewartościowania celów. Warto zmienić ich hierarchię, niektóre usunąć i dopisać nowe?

Po drugie, dlaczego by nie zwolnić, odpuścić sobie. Lawirując od zadania do zadania, kiedy zdążysz się ponudzić? Każdy  czuje się od czasu do czasu jak przemoczony kundel. Wychodzę z założenia, że póki się z tym nie narzucam, to mogę być rozbitkiem. Daję sobie czas, żeby się pozbierać.

Może ten smutek to tylko destruktywny wzór powielany mimowolnie. Spadek formy, brak pomysłów i melancholia gwarantowana. Wybierz więc na dzisiaj inną suknię.

Może to neurony lustrzane, które przypominają ci o problemie przyjaciela. A zatem współodczuwanie, z którego lepiej się pozbierać. Powielanie działania, schematu myślenia to nie jest jeszcze szukanie rozwiązania.

W niepogodę niech chociaż promienny uśmiech rozjaśni ci twarz. Zapal wszystkie dostępne światła.
Stwórz przyjemny nastrój. Zrób coś głupiego. Idź na zumbę. Zadzwoń do przyjaciela albo kogoś, kto prosto z mostu powie ci: "Popłacz sobie", a potem doda "Weź kąpiel we własnych łzach".

Ciekawe, że podły nastrój nigdy nie chwyta w biegu. Słyszałam, że dobrą kondycję zapewni co najmniej 10 tysięcy kroków dziennie. Niekoniecznie po schodach, ale w terenie, co pozwoli złapać odrobinę dobroczynnego słońca.

Najlepiej zająć się czymś przyjemnym. Pływanie, czytanie, rozmowa, jogging, zakupy. Pranie lub prasowanie jeśli lubisz.

A co jeśli ten nastrój trwa stanowczo za długo? Rozczulanie się nad sobą na pewno nie pomoże. Tutaj potrzebny jest specjalista.

Podobno smutne rzeczy powinno się wykonywać przez dłuższy okres czasu, za to przyjemne przerywać jak najczęściej. Smuć się na zdrowie jeśli tylko teraz tego potrzebujesz. Bo niedługo możesz nie mieć już okazji.

                                    
                                                  Sinéad O'Connor - Vampire (Lee Perry)

piątek, 14 października 2016

Pytasz, to dobrze, ale ostrożnie

Z chęcią doradzę. Niejedno przeżyłem.
(Dziesięciolatek)

Zdziwił mnie ostatnio kontrast z jakim traktowane są dwie osoby zadające pytanie na jednym z internetowych forum. Młoda dziewczyna próbująca rozwiązać konflikt ze współlokatorką spotyka się z ciepłym przyjęciem i każdy rozmówca bierze jej stronę. Tymczasem druga z osób, zgłaszająca zupełnie inny problem zraża do siebie wszystkich.

Młoda kobieta skarży się na forum, że nie może znaleźć pracy, która odpowiadałaby zdobytym przez nią kwalifikacjom. Nieopatrznie podaje do wiadomości ogółu nazwę studiowanego kierunku. Wywołuje to lawinę uprzedzeń. Pojawiają się komentarze typu: sama sobie jesteś winna, że obudziłaś się z ręką w nocniku, o czym myślałaś idąc na studia. Rodzi się konflikt rodem z serialowej kłótni z matką. Jedyną sensowną radą, którą dziewczyna otrzymała było skierowanie jej uwagi na inne miasta, gdzie być może łatwiej o zatrudnienie. Tutaj jednak też nie obyło się bez kpiny. Przecież nawet głupi wie, że wystarczy spojrzeć na mapę i namierzyć większe miasto w okolicy. Dziewczyna sama na taki pomysł by przecież nie wpadła. Z pewnością otuchy dodał jej post sugerujący szeroko rozwojowe zatrudnienie, gwarantujące tę samą kwotę przez cały okres trwania umowy o pracę. Choćby trwał i dwadzieścia lat (np. asystent sędziego).

Jednym słowem "ogarnij się". Nie lubię tego zwrotu niosącego ze sobą dezaprobatę, ocenę i rzekomą wyższość rozmówcy. Naturalnie w bliskim gronie toleruje go jako chęć zakończenia danego wątku. Szczerze mówiąc, ta dyskusja przypominała nagonkę na niedźwiedzia przez królewską świtę. Misiek kieruje się w górę, a stamtąd spada lawina.

Wnioski? Ktoś ukrywa się pod nickiem i odsłania słabą kartę. Stawianie siebie w roli niewiedzącego daje szansę innym, żeby okazać się mądrzejszym, bardziej doświadczonym, zaradniejszym od ciebie. Kto pyta nie traci, ale pod jednym warunkiem, że nie trafi na osoby, dla których cudze wątpliwości są poczytywane jako słabość, a dla nich wspaniała okazja do zdobycia przewagi i podbudowania sobie własnej wartości. Nie warto jednak zaniechać poszukiwań. Odpowiedzi okraszone szczyptą ludzkich słabości to nawet ciekawe połączenie.

 Co mamy w zestawie od doradców:
- trochę złości na ciebie, może za zimną kawę w pracy;
- nieco kpiny, żeby się sarkazmem podbudować;
- garść oskarżeń o bezmyślność, roztargnienie i brak refleksji, żeby przywrócić ci orientację co robisz, a o czym zapominasz;
- okruch pesymizmu, bo przyszłość może nie maluje ci się kolorowa, ale do tematu możesz podejść realistycznie.