Problem agresji jest tematem, z którym nie jeden raz w życiu trzeba
zmierzyć się w praktyce.
Czy impertynencja okazywana tonem i
zachowaniem to już jest agresja? Zadawałam sobie to pytanie w
towarzystwie znajomej. Subiektywne odczucie było na tyle silne, że
zareagowałam natychmiast.
Wiara, normy i przekonania przekazywane przez rodzinę czy przyjaciół,
solidne
poczucie własnej wartości, mogą stworzyć niewidzialną barierę między
nami a agresorem, co
pozwala z łatwością odeprzeć jego ataki.
Co jednak zrobić, kiedy nie potrafimy
nazwać po imieniu sygnałów świadczących o wrogości, a nasza granica nie
jest wystarczająco mocna, żeby się wybronić?
Możemy stać się ofiarą przemocy. Jako osoba doświadczająca agresji mamy
pełne prawo, żeby wypowiadać się na jej temat. To my doświadczamy
przecież bezpośrednio jej niszczących skutków.
Bardzo
ważne jest tutaj otwarcie się na pomoc. Dlaczego? Agresor często szuka dogodnych sytuacji, bez świadków, w których w pełni będzie mógł
wykorzystać swój niszczący wpływ. Tak jak nie warto być martwym ogniwem w
organizacji, bo można z łatwością stać się tematem plotek, tak samo
w przypadku spotkania się z agresją, poleca się uruchomić łańcuszek
kontaktów. Warto opowiedzieć o problemie zaufanej osobie, która posłuży
wsparciem, może podsunie jakieś rozwiązania, wniesie świeże spojrzenie.
Serdeczna
osoba
występuje wtedy często w roli "adwokata". Pamiętam jak pewnego razu
przyjaciółka
na moje narzekania zareagowała przeniesieniem uczuć gniewu i stanęła
stanowczo w mojej obronie. Zastanawiałam się wtedy: jak to się stało, że ja tego nie
widziałam? Ile w życiu jest sytuacji, w których tak naprawdę jesteśmy
poddawani zręcznej manipulacji?
Nie w każdych okolicznościach jest możliwa pokojowa współpraca.
Niektórzy rozpychają się łokciami, oznaczają swoje wpływy, obarczają cię winą za
własne niepowodzenia. Trzeba stanowczo powiedzieć dość, albo pogodzić
się z faktem, że tak to właśnie funkcjonuje i zmienić środowisko.
Oglądając film
"Dogville" Larsa von Triera sięgnęłam po książkę "Toksyczne słowa" Patricii Evans, żeby zgłębić temat
agresji. Chociaż żadnej z wymienionych pozycji jeszcze nie
skończyłam, bo temat mocno mnie
poruszył, to zauważam analogię pomiędzy przykładami z książki, a
konkretnymi scenami w filmie.
Sam film odbieram jako
przygnębiający, odmalowujący z precyzją atmosferę strachu, osaczenia,
błędnego koła narastającej agresji. Główna bohaterka postawiona w
relacji zależności, staje się obiektem druzgocących jej godność
nadużyć. Książka z kolei, pozwala nazwać kolejne schematy, które zapędziły osaczoną
ofiarę w ślepą uliczkę.
Naprawdę warto udać się do biblioteki i wypożyczyć
tę wartościową lekturę, o wyczerpanym już nakładzie, ponieważ jest ona nieocenioną
pomocą w nazywaniu agresji po imieniu, a jest to umiejętność, której nie
można przecenić. Obojętnie kogo dotyczy.
zachęcam do zapoznania się z poniższą interpretacją i analizą filmu Dogville:
OdpowiedzUsuńhttp://film.org.pl/prace/dogville_analiza.html
tu też jest ciekawa analiza
Usuńhttp://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4871