czwartek, 20 października 2016
Biegnij, Barry, biegnij
Trzeci sezon The Flash. Niezgrany zespół, na każdym kroku nieporozumienia. Oświetlenie w studio takie, że przestrzeń wydaje się być ograniczona, zamknięta. Miny bohaterów jakby ktoś zabrał ich z wymarzonych wakacji wprost na Arktykę.
Barry jest jak zawsze nierozważny. Co z jednej strony jest irytujące, a z drugiej pozwala ciągle wracać do głównego przesłania: jesteśmy drużyną, więc działamy wspólnie. Ta demokracja staje się w końcu nudna. Zwłaszcza, że zazwyczaj sprowadza się do stwierdzenia przez jedną z postaci: leć Barry, a reszta od razu kieruje wzrok w monitory.
Barry jest ujmująco-żenująco romantyczny. Tak się stara, że na pewno nie zdobędzie Iris. Jako niedostępna była o wiele ciekawsza. Barry ukrywający swoje prawdziwe uczucia, pełen rozterek zresztą też. Wątek niespełnionej miłości dodawał postaci głębi.
Nagle każdy chce biegać. Od razu postawcie tam stadion olimpijski.
Kogo nie wkurza Wally ten ma szczęście. Tak bardzo chce pomagać, iść w ślady Barrego a jednocześnie pracować na własne przezwisko. Jest taki nierozważny.
Cisco przecież wcale nie ma weny i jedyne co wymyślił to ksywę Złoczyńca. Żałoba po bracie, zwłaszcza, że kilka odcinków pokazywało ich brak porozumienia,wydaje się co najmniej przesadzona. No chyba, że flashpoint już to wymazał.
Sezon traci na sile wyrazu i oto pojawia się Harrison Wells. Niestety nie po to by uratować sytuację, ale poprawić relację z córką, a Barrego nauczyć sobie wybaczać. Dochodzą tutaj wątki psychologiczne.
Co jest obiecujące? Postać detektywa śledczego, wątek porzuconych ludzkich powłok.
Paradoksalnie tam gdzie będzie zimno tam będzie najgoręcej, bo nowe oblicze Caitlin z pewnością przyprawi widzów o prawdziwe dreszcze.
Co dla kobiet? Może głos ojca Barrego, który tchnie spokojem przez całe trzy sezony.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
http://i.imgur.com/i2AkdI5.jpg
OdpowiedzUsuń