czwartek, 27 października 2016

Nadużycie

Problem agresji jest tematem, z którym nie jeden raz w życiu trzeba zmierzyć się w praktyce.
 

Czy impertynencja okazywana tonem i zachowaniem to już jest agresja? Zadawałam sobie to pytanie w towarzystwie znajomej. Subiektywne odczucie było na tyle silne, że zareagowałam natychmiast.

Wiara, normy i przekonania przekazywane przez rodzinę czy przyjaciół, solidne poczucie własnej wartości, mogą stworzyć niewidzialną barierę między nami a agresorem, co pozwala z łatwością odeprzeć jego ataki. 

Co jednak zrobić, kiedy nie potrafimy nazwać po imieniu sygnałów świadczących o wrogości, a nasza granica nie jest wystarczająco mocna, żeby się wybronić?

Możemy stać się ofiarą przemocy. Jako osoba doświadczająca agresji mamy pełne prawo, żeby wypowiadać się na jej temat. To my doświadczamy przecież bezpośrednio jej niszczących skutków.

Bardzo ważne jest tutaj otwarcie się na pomoc. Dlaczego? Agresor często szuka dogodnych sytuacji, bez świadków, w których w pełni będzie mógł wykorzystać swój niszczący wpływ. Tak jak nie warto być martwym ogniwem w organizacji, bo można z łatwością stać się tematem plotek, tak samo w przypadku spotkania się z agresją, poleca się uruchomić łańcuszek kontaktów. Warto opowiedzieć o problemie zaufanej osobie, która posłuży wsparciem, może podsunie jakieś rozwiązania, wniesie świeże spojrzenie.

Serdeczna osoba występuje wtedy często w roli "adwokata". Pamiętam jak pewnego razu przyjaciółka na moje narzekania zareagowała przeniesieniem uczuć gniewu i stanęła stanowczo w mojej obronie. Zastanawiałam się wtedy: jak to się stało, że ja tego nie widziałam? Ile w życiu jest sytuacji, w których tak naprawdę jesteśmy poddawani zręcznej manipulacji?

Nie w każdych okolicznościach jest możliwa pokojowa współpraca. Niektórzy rozpychają się łokciami, oznaczają swoje wpływy, obarczają cię winą za własne niepowodzenia. Trzeba stanowczo powiedzieć dość, albo pogodzić się z faktem, że tak to właśnie funkcjonuje i zmienić środowisko.

Oglądając film "Dogville" Larsa von Triera sięgnęłam po książkę "Toksyczne słowa" Patricii Evans, żeby zgłębić temat agresji. Chociaż żadnej z wymienionych pozycji jeszcze nie skończyłam, bo temat mocno mnie poruszył, to zauważam analogię pomiędzy przykładami z książki, a konkretnymi scenami w filmie.

Sam film odbieram jako przygnębiający, odmalowujący z precyzją atmosferę strachu, osaczenia, błędnego koła narastającej agresji. Główna bohaterka postawiona w relacji zależności, staje się obiektem druzgocących jej godność nadużyć. Książka z kolei, pozwala nazwać kolejne schematy, które zapędziły osaczoną ofiarę w ślepą uliczkę. 

Naprawdę warto udać się do biblioteki i wypożyczyć tę wartościową lekturę, o wyczerpanym już nakładzie, ponieważ jest ona nieocenioną pomocą w nazywaniu agresji po imieniu, a jest to umiejętność, której nie można przecenić. Obojętnie kogo dotyczy.

2 komentarze:

  1. zachęcam do zapoznania się z poniższą interpretacją i analizą filmu Dogville:

    http://film.org.pl/prace/dogville_analiza.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tu też jest ciekawa analiza

      http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4871

      Usuń