poniedziałek, 31 października 2016

Raport miesięczny

Podsumowanie pierwszego miesiąca na blogu. Pomoc dla tych z Was, którzy trafili tutaj pierwszy raz.

~ Adwokat
Na początku podzieliłam się swoją opinią na temat wpisów na forum, rankingów prawniczych oraz kancelarii odszkodowawczych.
Szukam dobrego adwokata

~ Agresja
Stanęłam po stronie forumowiczki.
Pytasz, to dobrze, ale ostrożnie
Podałam kilka praktycznych rad w przypadku mowy pełnej przemocy.
Spokojna wymiana zdań

~ Czas
Pokazałam jak wykorzystuję technologię w codziennym życiu.
Aktywne słuchanie, czytanie, pisanie
Podsunęłam też pomysł, jak pomimo braku czasu czytać książki.
Nie mam czasu czytać książek
Spisałam listę wtyczek do przeglądarki i praktycznych programów.
Kilka sprytnych myków dla laików

~ Film
Poruszyłam problem muzyków sesyjnych, którzy stoją w cieniu, a chcieliby stanąć na środku sceny.
Co takiego mają w sobie chórki?
Zaakcentowałam wagę problemu poruszanego w książce "Dogville" Larsa von Triera i książce "Toksyczne słowa" Patricii Evans.
Nadużycie

~ Książki
Zwyczajne problemy oraz bezcenne opisy przyrody znalazłam w lekturze z liceum.
Nabieram oddechu przy lekturze "Nad Niemnem"
Zgłębiłam kwestię samoakceptacji w stosunku do zaburzeń odżywiania.
"Kobiety, jedzenie i Bóg"
Poznałam trudności wynikające z zespołu Aspergera, opisane jasnym i czytelnym stylem Johna Eldera Robisona.
"Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera"

~ Materiał
Opisałam zastosowanie bambusa
Spadam po bambus


~ Przyroda
Dbając o edukację przyrodniczą połączyłam książkę z filmem.
Puszcza Białowieska
Inspirując się felietonami Adama Wajraka, w krótkich opowiastkach przybliżyłam wiewiórkę amerykańską i mazurka.
Mazurek bez piórekRuda kita pospolita
 
~ Samopoczucie
Podsunęłam kilka pomysłów jak poprawić sobie samopoczucie
Jak nie dać się przygnębieniu?

~ Seriale
Sprowadziłam oglądanie serialu do fascynacji aktorem
Dlaczego oglądam Poldarka?
Wyraziłam też rozczarowanie trzecim sezonem "The Flash"
Biegnij, Barry, biegnij

~ Zakupy
Odciągałam od nierozważnych, kompulsywnych zakupów
Znowu zrobiłaś zakupy?

niedziela, 30 października 2016

Puszcza Białowieska



Aktualnie czytam zajmującą książkę Simony Kossak pt. "Saga Puszczy Białowieskiej". Ze względu na objętość tego dzieła, a liczy ono blisko 500 stron, należy poświęcić mu trochę więcej czasu.
Nie jest to w żadnym razie czas stracony!

Opowieści, które snuje Pani Simona, dodajmy z wykształcenia biolog i leśnik, przenoszą czytelnika w dzikie ostępy Puszczy Białowieskiej. Oprócz obszernych opisów zwierząt, zawierających ich wygląd, występowanie, zachowanie, możemy poznać ich losy w różnych momentach historii. Autorka przeprowadziła solidne badanie przeszłości, co pozwoliło na chronologiczne uporządkowanie opisywanych zdarzeń. Obserwujemy przeobrażenia samej puszczy, na które wpływała polityka kolejnych władców, często kierujących się własnym interesem, takim jak uzupełnienie opustoszałego skarbca pieniędzmi uzyskanymi z masowej wycinki lasów, czy spłacanie zobowiązań prezentami, całymi połaciami ziemi.

O ile liczne zniszczenia ekosystemów pojawiają się cyklicznie w czasie konfliktów zbrojnych, to przetrzebienie lokalnych gatunków zwierząt, łącznie z całkowitym ich wyginięciem, jest już konsekwencją bestialskich polowań, długiej tradycji zwyczajów łowieckich hołdowanej przez królów, a także zwykłych ludzi.

Książka napisana jest oceniającym okiem, ale czy można inaczej? Czytając lekturę zaczynamy pragnąć tego samego, co Pani Simona, otwieramy serce na żyjący las.

Książka eko. Saga Puszczy Białowieskiej


Nie mogę nie wspomnieć jeszcze o wyświetlanym właśnie w kinach filmie pt. "Królestwo" w reż. Jacques Perrin i Jacques Cluzaud

Gdy tylko usłyszałam gdzie był kręcony, postanowiłam zabrać do kina znajomych. Ponieważ zaklasyfikowano go jako kino familijne, wpuszczali tylko z wafelkami i od godziny 10:00. Jak widać filmy przyrodnicze ogląda się zazwyczaj w weekend, chyba, że ktoś pracuje na drugą zmianę w tygodniu.

Nie udało mi się nazwać wszystkich zwierząt przedstawionych na ekranie, ale na szczęście odkryłam kolejny szlak do dalszych poszukiwań.



piątek, 28 października 2016

Spokojna wymiana zdań

Kilka rad w przypadku spotkania się z przemocą słowną w pracy lub poza nią.

1. Spróbuj okazać życzliwość. Aby uniknąć napiętej sytuacji wtrąć się i zrób dygresje na zupełnie inny temat. Może rozmówca straci wątek.

2. Podkreśl to, co powiedziała przed chwilą druga strona. Powtórz jej wypowiedź. Zaobserwuj czy zrozumiała aluzję.

3. Uświadom rozmówcy co mówi i jak mówi, zaproponuj, żeby skorygował to, co właśnie usłyszałaś. Pokonaj go spokojem. Obraźliwe słowa przekuwaj w neutralne sformułowania. Jest szansa, że przez rażący kontrast zobaczy swój brak ogłady.

4. Jasno wyraź swój sprzeciw. Powiedz, że nie pozwolisz tak do siebie mówić i nie będziesz kontynuować rozmowy w takim tonie. Nie będziesz tolerować krzyków ani obrażania cię.

5. Zgłaszaj zastrzeżenia. Przerywaj jego wypowiedź jeśli jest obraźliwa. Powiedz, że to przemoc słowna. Podkreślaj to po każdym zdaniu, które uznasz za wulgarne.

6. Nie zamieniaj się w słup soli
Odsunięcie się od agresywnej osoby przychodzi przecież naturalnie. Zrobienie paru kroków w tył jest wyraźnym sygnałem wycofania się z interakcji. Jeśli wolisz, to możesz zbliżyć się do rozmówcy, domagając się, żeby natychmiast przestał cię obrażać, a jeśli to nie poskutkuje, opuść pomieszczenie.

Możesz też zasygnalizować dezaprobatę gestem. Podnieś rozłożoną dłoń lub machnij dłonią na znak "wystarczy".

7. Przełóż spotkanie na kiedy indziej. Możesz zmienić też miejsce rozmowy np. na pokój z działu kadr.

8. Nie zgadzaj się na dyskusję w cztery oczy.  Na wizytę idź z kolegą z pracy. Jeśli wchodzisz sam, niech znajomy będzie w pobliżu.

9. Informuj o swoich oczekiwaniach na temat sposobu prowadzenia rozmowy
Mając w kalendarzu spotkanie z osobą, której często puszczają nerwy, poinformuj ją z wyprzedzeniem, że godzisz się na rozmowę pod warunkiem, że będzie uprzejma.

10. Poproś o zachowanie kolejności wypowiedzi. Najpierw mówi jedna osoba, potem druga. W przypadku spięć zaproponuj chwilę ciszy.

11. Jeśli ktoś specjalnie cię drażni nie pozostawiaj tego bez echa, np. zbieraj dowody. Notuj obraźliwe uwagi, nagrywaj je i rób to publicznie.

12. Powołaj się na autorytet. Skuteczne są wzmianki o zasadach zachowania w miejscu pracy, dziale kadr, przełożonym, prawie pracy.

13. Spytaj się w kadrach co zrobić i zasygnalizuj problem.

14. Poszukaj szkolenia na ten temat. Zaproponuj na spotkaniu organizacyjnym, żeby aspekt komunikacji z innymi włączyć w formularz oceny pracy.

15. Jeśli atak następuje w większym gronie, nie zwlekaj i samemu staw czoło tej sytuacji.

Nawet jeśli ktoś traci panowanie nad sobą to można zachować się taktownie. Wskazana jest szczerość, jasne zasygnalizowanie, że nie zgadzasz się na łamanie swoich praw i w rozmowie obowiązują pewne zasady. Nie daj się wciągnąć w zaimprowizowaną grę.


Opracowanie na podstawie książki: "Nie musisz tego słuchać. Jak powstrzymać przemoc słowną w pracy" Arthur H. Bell

czwartek, 27 października 2016

Nadużycie

Problem agresji jest tematem, z którym nie jeden raz w życiu trzeba zmierzyć się w praktyce.
 

Czy impertynencja okazywana tonem i zachowaniem to już jest agresja? Zadawałam sobie to pytanie w towarzystwie znajomej. Subiektywne odczucie było na tyle silne, że zareagowałam natychmiast.

Wiara, normy i przekonania przekazywane przez rodzinę czy przyjaciół, solidne poczucie własnej wartości, mogą stworzyć niewidzialną barierę między nami a agresorem, co pozwala z łatwością odeprzeć jego ataki. 

Co jednak zrobić, kiedy nie potrafimy nazwać po imieniu sygnałów świadczących o wrogości, a nasza granica nie jest wystarczająco mocna, żeby się wybronić?

Możemy stać się ofiarą przemocy. Jako osoba doświadczająca agresji mamy pełne prawo, żeby wypowiadać się na jej temat. To my doświadczamy przecież bezpośrednio jej niszczących skutków.

Bardzo ważne jest tutaj otwarcie się na pomoc. Dlaczego? Agresor często szuka dogodnych sytuacji, bez świadków, w których w pełni będzie mógł wykorzystać swój niszczący wpływ. Tak jak nie warto być martwym ogniwem w organizacji, bo można z łatwością stać się tematem plotek, tak samo w przypadku spotkania się z agresją, poleca się uruchomić łańcuszek kontaktów. Warto opowiedzieć o problemie zaufanej osobie, która posłuży wsparciem, może podsunie jakieś rozwiązania, wniesie świeże spojrzenie.

Serdeczna osoba występuje wtedy często w roli "adwokata". Pamiętam jak pewnego razu przyjaciółka na moje narzekania zareagowała przeniesieniem uczuć gniewu i stanęła stanowczo w mojej obronie. Zastanawiałam się wtedy: jak to się stało, że ja tego nie widziałam? Ile w życiu jest sytuacji, w których tak naprawdę jesteśmy poddawani zręcznej manipulacji?

Nie w każdych okolicznościach jest możliwa pokojowa współpraca. Niektórzy rozpychają się łokciami, oznaczają swoje wpływy, obarczają cię winą za własne niepowodzenia. Trzeba stanowczo powiedzieć dość, albo pogodzić się z faktem, że tak to właśnie funkcjonuje i zmienić środowisko.

Oglądając film "Dogville" Larsa von Triera sięgnęłam po książkę "Toksyczne słowa" Patricii Evans, żeby zgłębić temat agresji. Chociaż żadnej z wymienionych pozycji jeszcze nie skończyłam, bo temat mocno mnie poruszył, to zauważam analogię pomiędzy przykładami z książki, a konkretnymi scenami w filmie.

Sam film odbieram jako przygnębiający, odmalowujący z precyzją atmosferę strachu, osaczenia, błędnego koła narastającej agresji. Główna bohaterka postawiona w relacji zależności, staje się obiektem druzgocących jej godność nadużyć. Książka z kolei, pozwala nazwać kolejne schematy, które zapędziły osaczoną ofiarę w ślepą uliczkę. 

Naprawdę warto udać się do biblioteki i wypożyczyć tę wartościową lekturę, o wyczerpanym już nakładzie, ponieważ jest ona nieocenioną pomocą w nazywaniu agresji po imieniu, a jest to umiejętność, której nie można przecenić. Obojętnie kogo dotyczy.

środa, 26 października 2016

Ruda kita pospolita

Zwykła parkowa wiewiórka, nic ciekawego. A gdyby miała kolor szary? Wypłowiała wiewiórka. A gdyby budowała gniazda nad ziemią, a nie wysoko w dziupli? Wiewiórka z radarem na orzechy. Czyli nic dodać nic ująć, wiewiórka amerykańska.


Niech nie zwiodą cię urocze pąsy jej szarej kity. Wypuszczona na wolność jest arsenałem środków na rodzime Baśki.

Jako zwierzę drapieżne na orzechy i żołędzie, a przy tym niezwykle sprytne i leniwe, wykrada zapasy gromadzone cierpliwie przez zapobiegliwe rudzielce.

Chociaż kuzynów, susła czy świstaka zostawi w spokoju, to niby przypadkiem uśmierci gryzonie z tej samej niszy. Zarazi nieszczęśników wirusem ospy, na którą sama zdążyła się uodpornić, a przy tym z chęcią pozajmuje ich dziuple, jak to miało miejsce w Wielkiej Brytanii i w północnych Włoszech.

W obliczu takiego łotra warto więc docenić to, co wydaje się pospolite, jeszcze zanim stanie się rzadkie.


Inspirujące felietony o zwierzętach:
Adam Wajrak "To zwierzę mnie bierze"

Mazurek bez piórek

Na okiennym parapecie usiadł mazurek. Mały, poturbowany, bo piórek miał tyle, że chyba samiczka oskubała go do reszty, żeby sobie mięciutkim puszkiem wyścielić gniazdo na zimę.

W niczym nie przypominał tego spotykanego na fotografiach. Dziób miał trochę za jasny, trochę za cienki, ale na żywo widziałam go przecież po raz pierwszy, więc nie miałam porównania. Wiedząc, że samym ptakom w obrębie rodziny zdarzają się pomyłki w rozpoznaniu pobratymca, stwierdziłam bez wahania, że to krzyżówka wróbla z mazurkiem.

Samiczka mazurka, nieco mniejsza od swojego kuzyna, ma uroczy czarny kleks na policzku. Samiec wróbla z kolei ma szarą czapeczkę i duży czarny śliniak.

Dzisiaj dowiedziałam się, że jaśniejsze ubarwienie to cecha młodych osobników. Aż strach pomyśleć, że tak niechlubne dobrałam mu pochodzenie.
 

wtorek, 25 października 2016

Co takiego mają w sobie chórki?

Wskrzeszają do życia, przywracają ducha lat 80', wzbudzają pozytywne emocje. Wystarczy wrócić do wspomnień z wakacyjnych wyjazdów, szantów w obozie nad jeziorem, żeby stwierdzić jak duża dawka wibrującej energii ukryta jest we wspólnym śpiewaniu. Niektórych odprężają dźwięki gongów i mis, inni wolą słuchać odgłosów natury albo mantr, sama wspominam z sentymentem klimat na koncercie Atmasfery uzupełniony wizualizacją krajobrazu z lotu ptaka. Tę samą funkcję może pełnić muzyka popularna.

"Uwielbiam chórki" - powiedział ostatnio znajomy, a ja bez wahania zaprosiłam go na seans "O krok od sławy" z 2013 roku wyreżyserowany przez Morgan'a Neville'a. Film ma formę reportażu, chórzyści mogą więc z własnej perspektywy opowiedzieć swoją historię.

Dokument pokazuje jak nastawienie na współpracę, które reprezentuje wiele kobiet, może odsunąć je w cień bardziej charyzmatycznej postaci. W codziennym życiu to zresztą bardzo ciekawy tzw.syndrom sekretarki. Już wyjaśniam co to takiego.

Podobnie jak w przypadku nauczycieli, którzy mogą napotkać trudności w przypadku próby zmiany charakteru pracy, asystentki również mogą zatrzymać się na pewnym etapie zawodowego rozwoju.

Chociaż zajęcia te wymagają doskonałej organizacji, odpowiedzialności, odporności na stres i presję czasu,w pewnym sensie oddalają też kobiety od zajmowania samodzielnych stanowisk. Nie ma znaczenia tutaj ani ilość partnerów handlowych z którymi porozumiewają się na co dzień ani zgodna współpraca w miejscu pracy, ponieważ przypomina to raczej rozwijanie sieci, w której jest się elementem wspierającym, ale nie centralnym.

W przypadku poszukiwania pracy ich kandydatura może być więc chętniej przyjmowana na stanowiska związane z podejmowanym już wcześniej zatrudnieniem. Jednak nie warto się zrażać,i tak jak to jest pokazane w filmie, próbować określić się na nowo i zaryzykować. Tyle masz niezależności na ile odważysz się po nią sięgnąć.

poniedziałek, 24 października 2016

"Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera" Robinson'a John'a

Wyobraź sobie, że bez skrępowania mówisz swojemu partnerowi, że nie wiesz czy związek z nim jest najlepszym wyborem. Potem kierując się chłodną logiką zaczynasz porównywać go z kimś innym, podając konkretne powody. Czy jest to humanitarne? Nie. Jednak osoby z ograniczoną empatią mogą nie widzieć w tym nic złego.

Przykład ten zaczerpnęłam z książki "Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera" Robinson'a John'a. Narratorem jest sam autor, który przedstawia historię swojego życia nierozerwalnie związanego z chorobą, która przejawia się trudnością emocjonalnego porozumienia z innymi ludźmi.

Na kartach książki obserwujemy jego dzieciństwo, w którym zwykła komunikacja z rówieśnikami staje się barierą nie do przebycia, a także stopniowy proces jego socjalizacji, nawiązywania relacji na płaszczyźnie zawodowej.

Naturalna droga rozwoju podyktowana jego talentami umożliwiła mu otwarcie się na innych.
Jako pasjonat elektroniki od wczesnej młodości poświęcał swój czas na naprawianie odbiorników radiowych, następnie tworzenie efektów specjalnych dla zespołu KISS czy Pink Floyd, a ostatecznie projektowanie gier telewizyjnych. Paradoksalnie awansując na przełożonego działu najbardziej oddalił się od swoich zainteresowań i pojawił w roli, która była dla niego niezwykle trudna. Dopiero założenie warsztatu, w którym zajmował się renowacją samochodów, pozwoliło mu na nowo odnaleźć swoją pasję, przy okazji otwierając go na komunikację z innymi ludźmi.

Wykorzystywanie łatwowierności młodszego brata, wzbudzanie lęku w matce, że jej młodsze dziecko się zgubiło, symulacja rytualnego zabójstwa to sytuacje, których był pomysłodawcą. O ile niektóre z opisanych historii są naganne z moralnego punktu widzenia, oddane z rozbrajającą szczerością otwierają oczy na to jak różnie można widzieć te same rzeczy.

Opisana w książce historia pozwala zrozumieć trudną sytuację osób, których umiejętności empatii są bardzo ograniczone. Pokazuje też jak bardzo krzywdzące jest określenie psychopata, które stygmatyzuje i wyłącza takie osoby ze społeczności. Osoby z Aspergerem, tak jak każdy z nas właśnie przez kontakt z innymi ludźmi mogą być w pełni sobą, a jako że często wykazują szczególną pasję, nierzadko są specjalistami w wybranych przez siebie dziedzinach.

E-book Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera [Pobranie pliku z zabezpieczeniem watermark]   "Patrz mi w oczy. Moje życie z zespołem Aspergera" E-book

Kilka sprytnych myków dla laików

W nowym numerze Komputer Świat 11/2016 jest dostępnych kilka fajnych programów.

Dla osób studiujących dużą pomocą może okazać się ABBYY Screenshot Reader, który pozwala konwertować wycinek tekstu ze zrzutu ekranu na plik tekstowy.

~ Ashampoo Burning Studio służy mi od dawna do zgrywania danych na płyty CD oraz DVD.

~ The Bat!, z którego korzystałam w pracy ze względu na oferowane bezpieczeństwo. (Łatwo się domyślić, że tylko z podstawowych funkcji)

~ G DATA, czyli sprawdzony program antywirusowy z licencją na okres roku i 3 mie­sięcy.

~ Stic­ky Pas­sword, który zapamiętuje dane logowania też jest pomocny.

Przy okazji wspomnę też o wtyczkach do Firefoxa, z których korzystanie weszło mi już w krew:

~ QuickNote 0.7.6 dla Firefoxa, który pozwala otwierać notatki na pasku bocznym przeglądarki czy też w nowym oknie.

~ Always on Top też dla Firefoxa, dzięki któremu aktualnie otwarte okno jest zadokowane do pulpitu i wyświetla się zawsze na wierzchu.

~ Speak it! dla Chrome, skuteczny w przypadku gdy chcę odsłuchać tekst w obcym języku.

Ameryki nie odkryłam, ale za to z pewnością dobrze znany mi przylądek.

niedziela, 23 października 2016

Spadam po bambus

Bambus to materiał, który w zależności od obróbki, jakiej jest poddany wykazuje inne właściwości. Warto znać kilka jego zalet.

Bambusowe skarpetki nie krępują stóp. Koszulki i bielizna z tego materiału są bardzo wygodne. Jest to tkanina wyjątkowo przewiewna, oddychająca, a do tego świetnie dopasowuje się do sylwetki. Lepiej kupować produkty w mniejszy rozmiarze, ponieważ jest bardzo rozciągliwa.

Ręczniki z tego materiału są miękkie i puszyste. Nie miałabym oporu, żeby wytrzeć w nie niemowlaka. Dostępne są też bambusowe pieluchy, ale przed zastosowaniem sprawdziłabym raczej ich atesty. Dobrym pomysłem wydaje się też pościel z włókien bambusa, ale jest to produkt stosunkowo drogi, a satyna też jest dobrym rozwiązaniem.

Podczas robótek ręcznych bambusowe druty z łatwością dają się manewrować. Są lekkie jak piórko i wyjątkowo gładkie.

Stolik na laptopa jest tak wytrzymały, że można na nim oprzeć głowę i zasnąć.

Deska do krojenia szybko schnie i do tego jest trwalsza od plastikowych.

Kubki z bambusa można zabrać ze sobą na piknik albo wycieczkę. Niewiele ważą i zapomnisz, że masz je w plecaku. Trzeba jednak uważać, bo jeśli za długo trzyma się w nich wodę, włókna mogą zmięknąć.

W sprzedaży są też rajstopy bambusowe i getry. Polecam jednak sprawdzić grubość materiału, bo można się niemile zaskoczyć.

sobota, 22 października 2016

Aktywne słuchanie, czytanie, pisanie

Dzisiaj przybliżę trzy produkty, które pomogły mi lepiej wykorzystywać swój czas.

Na pierwszym miejscu stawiam nauszne słuchawki bezprzewodowe. Kupiłam je trzy lata temu w jednym z marketów elektronicznych. Po założeniu słuchawek, należy wybrać jeden z trzech dostępnych kanałów, czyli częstotliwość na której odtwarzany jest dźwięk. Zasięg odbioru to aż 50 m, co pozwala swobodnie przemieszczać się między pokojami. Dzisiaj popularniejsze są słuchawki bluetooth. Są mniejsze, często mają wbudowany mikrofon. Zasięg różni się pewnie w zależności od modelu.

Niezaprzeczalną zaletą słuchawek jest możliwość podpięcia ich pod dowolne urządzenie. Moje sprawdzają się zarówno w przypadku komputera, tabletu czy czytnika.

Sprytna rada
Słuchawki bezprzewodowe są doskonałym antidotum na domowe obowiązki. Włączam sobie audycję i zanim się obejrzę łazienka czy kuchnia lśni czystością.

Czytnik. Początkowo podchodziłam do tego pomysłu sceptycznie. Wydatek 700zł (w tym czytnik, etui i ładowarka) to przeliczając na książki, 17 sztuk po ok.40zł. Ostatecznie dokonując przeglądu swojej biblioteki znalazłam książki na komodzie, w pudle pod biurkiem, w gazetniku i o zgrozo, pod łóżkiem. Stwierdziłam, że zabierają stanowczo za dużo miejsca, posortowałam je, ułożyłam na regale i czym prędzej wybrałam czytnik.

Kupiłam model 6 calowy z opcją syntezatora mowy. Spodobał mi się też szmaragdowy kolor obudowy, do którego dobrałam zielone etui.

Zalety?
- oszczędność miejsca;
- możliwość odsłuchania treści, co pozwala ćwiczyć skupienie i wpływa korzystnie na obie półkule mózgu;
- koszt ebooków jest mniejszy od publikacji papierowych;
- mogę rozpocząć czytanie na ostatnio otwartej stronie;
- z łatwością odszukuję ciekawe fragmenty po wybranym słowie kluczowym.

Długopis elektroniczny. Kto z nas nie pamięta bajki o zaczarowanym ołówku? Ten magiczny gadżet pozwala mi pisać odręcznie, a następnie na komputerze tworzyć katalogi, a w razie potrzeby edytować plik na wersję cyfrową. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie tworzę już wokół siebie chaosu porozrzucanych kartek.

Zalety?
W przeciwieństwie do modnych rysików cyfrowych nie muszę patrzeć na monitor, co ma miejsce dopiero podczas końcowej obróbki tekstu.



piątek, 21 października 2016

"Kobiety, jedzenie i Bóg"


Chętnie podzielę się swoimi przemyśleniami na temat książki: "Kobiety, jedzenie i Bóg" Geneen Roth.

Założeniem autorki jest przekonanie czytelników, że problemy z jedzeniem mają wewnętrzne przyczyny. Opisuje ona sytuacje jakie miały miejsce podczas organizowanego przez nią  sześciodniowego szkolenia, co pozwala na bieżąco śledzić reakcje bohaterek oraz stosowane metody terapeutyczne. Co ciekawe oczekiwania większości uczestniczek były znacząco różne od tego, co chciała im zaproponować. Program obejmował "medytację jedzenia", podczas gdy one spodziewały się raczej gotowych zaleceń i planów żywieniowych.

Autorka wykazuje w tym przypadku zrozumienie chęci ucieczki okazywanej przez kobiety, ale konsekwentnie przekonuje je, że warto podjąć wysiłek zanalizowania własnej sytuacji. Tematy, jakie będzie podejmować to m.in.: w jaki sposób jedzenie odzwierciedla stosunek do własnej osoby, jakie są źródła zaniedbywania siebie (m.in.internalizacja zewnętrznego krytyka), jak osiągnąć harmonię.

Konsekwentnie dowodzi, że zachowania kompulsywne, w tym wypadku jedzenie, służą zagłuszaniu sygnałów płynących z ciała i skrywanych emocji.

Według autorki problem wola-jedzenie, wokół którego koncentrują się uczestniczki, jest stworzony w celu uniknięcia konfrontacji z własnymi uczuciami, poglądami, sytuacją obecną.

Destrukcyjne przekonania na temat własnej osoby prowadzą je od narzucania sobie restrykcyjnych norm żywieniowych po dogadzanie sobie. Relacja z jedzeniem ma więc szeroki zasięg i obejmuje też skrajne zachowania. Nie należy jednak tracić z oczu sedna problemu.

Podzieliła ona ogólnie kobiety na restrykcyjne i przyzwalające, będąc jednocześnie świadoma sztuczności takich kategorii. Restrykcyjne boją się przekroczyć niewidzialnej granicy, liczonej kaloriami, natomiast przyzwalające pozwalają sobie na przyjemność płynącą z jedzenia negując całkowicie jej skutki. Jedzenie staje się więc katalizatorem napięcia. Kobiety często też przechodzą z jednej skrajności w drugą. Można powiedzieć, że tracą ogólny obraz sytuacji. Odcinają się od własnej świadomości.

Należy odszukać wspomnienia ukryte pod nieprzyjemnymi uczuciami aby nadać im właściwe imię, umiejscowić, dopuścić do głosu.

Dodaje ona kobietom otuchy, pozwala uwierzyć w siebie. Udowadnia, że kobieta jest wystarczająco silna, żeby z obecnej perspektywy stawić czoła przeżywanym emocjom, przekonaniom, wydarzeniom do których odsyłają. Przedstawia metody, żeby zakotwiczyć się tu i teraz. Tłumaczy ćwiczenie z oddechem, wczuwaniem się we wrażenia płynące z ciała, otoczenie się linią włóczki, tak aby umiejscowić przestrzeń w której jest możliwe wyrażenie siebie.

Odsyła też do wiary, która z pewnością organizuje nasze wyobrażenie o świecie i pomaga zmierzyć się z chwilą obecną.

Zakończę pomysłem związanym z samą książką:
Jeśli pamiętasz czasy, gdy cieszyło cię samo twoje istnienie, wróć do nich teraz. Nie myśl o swoich niedoskonałościach, okolicznościach zewnętrznych, oczekiwaniach, które pojawiały się na linii twojego życia. Skup się na samym istnieniu.

Może uciekłaś od tego stanu bardzo daleko, ale ta cząstka wciąż jest w tobie.To ona sprawia, że jest ci źle w nienaturalnym stanie obżarstwa, przegłodzenia, czy też traktowania jedzenia instrumentalnie, bez zastanawiania się nad poczuciem sytości.

Zdrowe elementy mogą objąć współczuciem całą resztę. Wyobraź to sobie. Okaż sobie życzliwość i zrozumienie.

Książkę polecam dla zainteresowanych tematem problemów żywieniowych. Informacja dla zapracowanych: czas lektury to ok.2,5h

Link do książki:      

czwartek, 20 października 2016

Biegnij, Barry, biegnij


Trzeci sezon The Flash. Niezgrany zespół, na każdym kroku nieporozumienia. Oświetlenie w studio takie, że przestrzeń wydaje się być ograniczona, zamknięta. Miny bohaterów jakby ktoś zabrał ich z wymarzonych wakacji wprost na Arktykę.

Barry jest jak zawsze nierozważny. Co z jednej strony jest irytujące, a z drugiej pozwala ciągle wracać do głównego przesłania: jesteśmy drużyną, więc działamy wspólnie. Ta demokracja staje się w końcu nudna. Zwłaszcza, że zazwyczaj sprowadza się do stwierdzenia przez jedną z postaci: leć Barry, a reszta od razu kieruje wzrok w monitory.

Barry jest ujmująco-żenująco romantyczny. Tak się stara, że na pewno nie zdobędzie Iris. Jako niedostępna była o wiele ciekawsza. Barry ukrywający swoje prawdziwe uczucia, pełen rozterek zresztą też. Wątek niespełnionej miłości dodawał postaci głębi.

Nagle każdy chce biegać. Od razu postawcie tam stadion olimpijski.

Kogo nie wkurza Wally ten ma szczęście. Tak bardzo chce pomagać, iść w ślady Barrego a jednocześnie pracować na własne przezwisko. Jest taki nierozważny.

Cisco przecież wcale nie ma weny i jedyne co wymyślił to ksywę Złoczyńca. Żałoba po bracie, zwłaszcza, że kilka odcinków pokazywało ich brak porozumienia,wydaje się co najmniej przesadzona. No chyba, że flashpoint już to wymazał.

Sezon traci na sile wyrazu i oto pojawia się Harrison Wells. Niestety nie po to by uratować sytuację, ale poprawić relację z córką, a Barrego nauczyć sobie wybaczać. Dochodzą tutaj wątki psychologiczne.

Co jest obiecujące? Postać detektywa śledczego, wątek porzuconych ludzkich powłok.

Paradoksalnie tam gdzie będzie zimno tam będzie najgoręcej, bo nowe oblicze Caitlin z pewnością przyprawi widzów o prawdziwe dreszcze.

Co dla kobiet? Może głos ojca Barrego, który tchnie spokojem przez całe trzy sezony.

środa, 19 października 2016

Dlaczego oglądam Poldarka?

Na pewno nie dla głównego aktora. Kto chciałby przecież oglądać bohatera, o ciepłej karnacji i przyjemnej twarzy, który ciągle ma rozwichrzone włosy nawet jeśli chowa je pod pierogiem na głowie, a kształtne ciało pod długim dopasowanym płaszczem. Nie mówiąc już o nieobyczajnej niedbale rozpiętej koszuli, porzucanej na rzecz pracy w rozgrzanej do gorąca kopalni.

Kto znowu chciałby śledzić historię szlachetnej postaci, która w imię ideałów, obrony ludu, ryzykuje co chwila konflikt z prawem i naraża się na uwięzienie, stracenie na szubienicy, oczernienie w publicznie dostępnych pamfletach.

Co jest ciekawego w tym, że po powrocie z wojny ukochaną odnajduje się w ramionach kuzyna, majątek w ruinie, a intrygantów w czasie najlepszej prosperity. Do tego nudny temat polityki zaniżania cen złóż i tworzenia kompanii miedziowych, którego nie uratuje nawet ciekawa intryga.

Kto dzisiaj ogląda baśnie, w których niepozorna chłopczyca staje się rudą pięknością i wspiera swojego ukochanego w najśmielszych nawet zamierzeniach, podczas gdy jej dawna rywalka nie traci do niego sentymentu.

Nie, wcale nie czekam na kolejny odcinek.

Znowu zrobiłaś zakupy?

Kompulsywne zachowanie może przejawiać się na wiele sposobów, niezależnie od zasobności portfela. Zachłanność to już cecha osobowości.

Jeśli chodzi o zakupy można przecież nabywać dużo rzeczy w stosunkowo niskiej cenie, czyli łowić okazje czy też mało, za to niezwykle wartościowych, dla koneserów.

Problemem nie są zakupy, które można by określić jako okazjonalne, przemyślane, ani nawet te będące wypadkową nadchodzących wydarzeń (np.wyjście na fitness wiąże się z zakupem odzieży sportowej), celów mniej lub bardziej jasnych (własnych albo cudzych), ale sytuacja, w której czynność ta służy zaspokajaniu innych potrzeb, a sama wynika z nierozwiązanych problemów emocjonalnych.

Przyznaję, że:
1. Zdarza mi się kupić kilka książek jednocześnie
2. Mam kolekcję kubków i filiżanek, która stanowczo przewyższa moje potrzeby. Każdy znaczy dla mnie coś innego. Cieszy mnie myśl, że znajduję je już nie tylko w mojej kuchni. Czy jest coś milszego niż mieć u kogoś swój ulubiony kubek?
3. Chociaż wyrosłam już z kieszonkowego, z konsekwencją godną pozazdroszczenia zasilam swoją skarbonkę. Jeśli tylko jakiś pomysł chodzi mi po głowie wystarczająco długo i nie jest chwilowym kaprysem to stanowczo będę na to zbierać przy każdej okazji. Taka kompulsywność jest zresztą bardzo pożądana.
4. Mam też słabość do artykułów papierniczych. Do moich najlepszych pomysłów zaliczę kupno zszywacza bezzszywkowego oraz używanie kredek zamiast markerów. Brzmi całkiem ekologicznie.

Jakie potrzeby zaspokajam tymi nawykami i czy to dobrze czy źle, dowiem się pewnie z nowo zakupionej książki.

wtorek, 18 października 2016

Jak nie dać się przygnębieniu?


Przede wszystkim warto podejść do tematu aktywnie.

Muzyka jest panaceum na wszystko. Wyraża chwilowy nastrój, a może też skutecznie go poprawić, przy okazji wpływając też na otoczenie. Nie goń za myślami jak wilk za strusiem pędziwiatrem. Puść sobie radosną muzykę, ciekawy reportaż, a najlepiej od razu włącz Trójkę. Trafiłam tak dzisiaj na płytę Sinéad O'Connor "Throw Down Your Arms" (2005).
W najgorszym razie taka próba skończy się totalnym dysonansem.
Co robić kiedy zewsząd dopadną cię melancholijne piosenki? Wiesz, że niektórzy lubią smutek?

Jeśli jednak konsekwentnie nie chcesz się tak czuć, to doskonały impuls do zmian. Skoro dopuszczasz możliwość wyboru to podejmij decyzję. Z pewnością znajdziesz rozwiązania, które są pod ręką.

Podły nastrój, chandra to czasem pierwsza informacja, że coś jest nie tak. Nie chowaj głowy w piasek. Zastanów się co za tym smutkiem się chowa. Może to być sygnał do przewartościowania celów. Warto zmienić ich hierarchię, niektóre usunąć i dopisać nowe?

Po drugie, dlaczego by nie zwolnić, odpuścić sobie. Lawirując od zadania do zadania, kiedy zdążysz się ponudzić? Każdy  czuje się od czasu do czasu jak przemoczony kundel. Wychodzę z założenia, że póki się z tym nie narzucam, to mogę być rozbitkiem. Daję sobie czas, żeby się pozbierać.

Może ten smutek to tylko destruktywny wzór powielany mimowolnie. Spadek formy, brak pomysłów i melancholia gwarantowana. Wybierz więc na dzisiaj inną suknię.

Może to neurony lustrzane, które przypominają ci o problemie przyjaciela. A zatem współodczuwanie, z którego lepiej się pozbierać. Powielanie działania, schematu myślenia to nie jest jeszcze szukanie rozwiązania.

W niepogodę niech chociaż promienny uśmiech rozjaśni ci twarz. Zapal wszystkie dostępne światła.
Stwórz przyjemny nastrój. Zrób coś głupiego. Idź na zumbę. Zadzwoń do przyjaciela albo kogoś, kto prosto z mostu powie ci: "Popłacz sobie", a potem doda "Weź kąpiel we własnych łzach".

Ciekawe, że podły nastrój nigdy nie chwyta w biegu. Słyszałam, że dobrą kondycję zapewni co najmniej 10 tysięcy kroków dziennie. Niekoniecznie po schodach, ale w terenie, co pozwoli złapać odrobinę dobroczynnego słońca.

Najlepiej zająć się czymś przyjemnym. Pływanie, czytanie, rozmowa, jogging, zakupy. Pranie lub prasowanie jeśli lubisz.

A co jeśli ten nastrój trwa stanowczo za długo? Rozczulanie się nad sobą na pewno nie pomoże. Tutaj potrzebny jest specjalista.

Podobno smutne rzeczy powinno się wykonywać przez dłuższy okres czasu, za to przyjemne przerywać jak najczęściej. Smuć się na zdrowie jeśli tylko teraz tego potrzebujesz. Bo niedługo możesz nie mieć już okazji.

                                    
                                                  Sinéad O'Connor - Vampire (Lee Perry)

piątek, 14 października 2016

Pytasz, to dobrze, ale ostrożnie

Z chęcią doradzę. Niejedno przeżyłem.
(Dziesięciolatek)

Zdziwił mnie ostatnio kontrast z jakim traktowane są dwie osoby zadające pytanie na jednym z internetowych forum. Młoda dziewczyna próbująca rozwiązać konflikt ze współlokatorką spotyka się z ciepłym przyjęciem i każdy rozmówca bierze jej stronę. Tymczasem druga z osób, zgłaszająca zupełnie inny problem zraża do siebie wszystkich.

Młoda kobieta skarży się na forum, że nie może znaleźć pracy, która odpowiadałaby zdobytym przez nią kwalifikacjom. Nieopatrznie podaje do wiadomości ogółu nazwę studiowanego kierunku. Wywołuje to lawinę uprzedzeń. Pojawiają się komentarze typu: sama sobie jesteś winna, że obudziłaś się z ręką w nocniku, o czym myślałaś idąc na studia. Rodzi się konflikt rodem z serialowej kłótni z matką. Jedyną sensowną radą, którą dziewczyna otrzymała było skierowanie jej uwagi na inne miasta, gdzie być może łatwiej o zatrudnienie. Tutaj jednak też nie obyło się bez kpiny. Przecież nawet głupi wie, że wystarczy spojrzeć na mapę i namierzyć większe miasto w okolicy. Dziewczyna sama na taki pomysł by przecież nie wpadła. Z pewnością otuchy dodał jej post sugerujący szeroko rozwojowe zatrudnienie, gwarantujące tę samą kwotę przez cały okres trwania umowy o pracę. Choćby trwał i dwadzieścia lat (np. asystent sędziego).

Jednym słowem "ogarnij się". Nie lubię tego zwrotu niosącego ze sobą dezaprobatę, ocenę i rzekomą wyższość rozmówcy. Naturalnie w bliskim gronie toleruje go jako chęć zakończenia danego wątku. Szczerze mówiąc, ta dyskusja przypominała nagonkę na niedźwiedzia przez królewską świtę. Misiek kieruje się w górę, a stamtąd spada lawina.

Wnioski? Ktoś ukrywa się pod nickiem i odsłania słabą kartę. Stawianie siebie w roli niewiedzącego daje szansę innym, żeby okazać się mądrzejszym, bardziej doświadczonym, zaradniejszym od ciebie. Kto pyta nie traci, ale pod jednym warunkiem, że nie trafi na osoby, dla których cudze wątpliwości są poczytywane jako słabość, a dla nich wspaniała okazja do zdobycia przewagi i podbudowania sobie własnej wartości. Nie warto jednak zaniechać poszukiwań. Odpowiedzi okraszone szczyptą ludzkich słabości to nawet ciekawe połączenie.

 Co mamy w zestawie od doradców:
- trochę złości na ciebie, może za zimną kawę w pracy;
- nieco kpiny, żeby się sarkazmem podbudować;
- garść oskarżeń o bezmyślność, roztargnienie i brak refleksji, żeby przywrócić ci orientację co robisz, a o czym zapominasz;
- okruch pesymizmu, bo przyszłość może nie maluje ci się kolorowa, ale do tematu możesz podejść realistycznie.








czwartek, 13 października 2016

Nabieram oddechu przy lekturze "Nad Niemnem"

Krytyk mówi: Co to? "Nad Niemnem"? Nie czytałaś jej w liceum?
Odpowiadam: Czy do dobrych książek nie warto wracać?

Wiem, ten wybór jest niepraktyczny. Powinnam przecież czytać literaturę branżową, najlepiej z odpowiednim nastawieniem. Robię to dla siebie, na pracę będzie pora kiedy indziej, myślę sobie oddalając srogie widmo upływu czasu.

Warto zadbać o swoją higienę psychiczną. Mieć hobby i odskocznię, zajęcie mniej lub bardziej typowe. Ograniczać się czy zasłaniać własnym zawodem to za przecież za ciasne ramy, żeby się rozwijać. Pracę można zmienić, można stracić, można z niej wyrosnąć, ale skłonności pozostają na całe życie.
Na szczęście.

*
Poszukiwałam wyciszającego krajobrazu, który pozwoli oddalić od siebie niepokój i sięgnęłam po klasykę, "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej. Spodziewałam się oczywiście długiej lektury, która pozwoli się w sobie rozsmakować.

Tak więc próbowałam uciec od nieprzychylnej rzeczywistości, zapominając tymczasem, że właśnie sięgam po pozycję, w której to właśnie konfrontacja z nią nieuchronnie wpływa na postawy bohaterów.

*
Pewnego dnia otulam się w koc i zastanawiam się nad postacią Emilii, a potem kolejnymi odnosząc to szerszego ogółu.

- Czy w gorszych chwilach nie wycofujemy się czasem z życia jak wegetująca w bezpiecznym kokonie przyzwyczajeń żona Benedykta, roszczeniowa wobec bliskich, zawiedziona, gdy tylko nie dostrzeże przejawów empatii?
- Czy nie przekładamy czasem niepowodzeń w jednej sferze życia na drugą?
- Czy nie szukamy przyczyn zewnętrznych, które będą doskonałą wymówką, żeby niczego nie zmieniać?

- Czy jak Marta nie wypieramy się wartości, które nie spotkały się z aprobatą otoczenia?
- Czy nie zdarza się tak, że oddalamy się od tego, co jest dla nas ważne, próbując przypodobać się innym, a co gorsza własnej rodzinie?

- Czy jak Benedykt z nadmiaru pracy nie zdarza się nam stracić szerszy kontekst sytuacji, przekładać własny interes nad innych tylko po to, żeby opłacić rachunki i zobowiązania?

Znowu wracam do rzeczywistości. Gorzkie rozczarowanie może jednego pociągnąć na dno, a drugiego uczynić bardziej skłonnym do dalszych poszukiwań. Smutek i nadzieja malują się falą w codziennym życiu.

Efekt lektury nie jest jednak tak przygnębiający. Z nieukrywaną przyjemnością wyobrażam sobie młode roześmiane kobiety stłoczone na drabiniastych wozach, przez świeżość i rumianość policzków przypominające bukiety. Na myśl o gęstych pszenicznych warkoczach tęsknię za długimi włosami. Jestem ciekawa jak dziecko i czekam do wiosny. Czytam nieznane nazwy kwiatów i przed oczami mam nowe kształty, fakturę, zapach roślin. Zastanawiam się gdzie ostatnio widziałam jarzębinę patrząc już na słotne popołudnie raczej z melancholią. Słowo smętek, które pojawia się bardzo często pod koniec lektury budzi we mnie własne skojarzenia. Może z późnym latem i zawiedzioną miłością, gdy ktoś nie napisał do mnie, choć obiecał.

Darmowy dostęp do powieści




środa, 12 października 2016

"Nie mam czasu czytać książek"

    Kiedy ostatnio zapytałam znajomą czy poleca jakąś nową lekturę, odpowiedziała ze złością, że nie ma czasu czytać. Po tonie jej głosu można było wnioskować, że to zajęcie niepraktyczne i zupełnie oderwane od rzeczywistości. Minę miała przy tym taką, jakbym  była ciekawa kiedy ostatni raz coś wyhaftowała. Dodam, że to osoba oczytana, tylko zajęta pracą po godzinach. Zamiast lektury książek miała przerobić szkolenia.

    Mijają miesiące, a ja słyszę to zdanie w różnych okolicznościach. Mi też zdarza się przecież przez długie tygodnie czytać tylko prasę i nie widzę w tym nic złego. Jednak to smutne, że gdy jesteśmy zapracowani, to z czytania rezygnujemy na pierwszym miejscu. Takie życie - mówi młoda osoba na pierwszym etacie, świeżo upieczona mama, chłopak pracujący po godzinach. Kończymy studia i wolumeny zaczynają się kurzyć.

    Chociaż nie miałam czasu czytać książek nie dałam łatwo za wygraną. Przerzuciłam się na audiobooki. Słuchałam ich w drodze do pracy i do domu,a kiedy wciągnęłam się zupełnie, to przez mały rozdział przebrnęłam nawet idąc na zakupy. Żeby było zabawniej próbowałam skupić się na nich podczas biegania, ale w moim wypadku lepiej sprawdza się słuchanie muzyki.

    Czytanie przez lektora nie jest na pewno imponująco szybkie, ale jeśli chodzi o przyjemność z lektury, stawiam je zaraz za słuchowiskami radiowymi, wzbogaconymi o podkład dźwiękowy.

    Chociaż czytanie książek potrafi skutecznie odciąć się od rzeczywistości, pozwala jednocześnie spojrzeć na nią szerzej i z nowej perspektywy. Nawet jeśli nie mamy wiele wolnego czasu, warto poszukać sposobu, żeby go nieco uszczknąć tu i tam i przyjemne połączyć z pożytecznym. Wtedy czas chociaż na ten moment zwolni.

Szukam dobrego adwokata

    Uprzedzam od razu, że nie jestem obiektywna. Z tego względu, że sama mam niemiłe doświadczenia związane ze sprawą sądową, z przyjemnością napiszę o tym, jakie głupie błędy można popełnić przy wyborze swojego reprezentanta.
   
   Siadasz przed komputerem, odpalasz google i co dalej.

    Fraza, która aż ciśnie się na język, a co za tym idzie, skłania cię do wpisania w wyszukiwarkę to "Szukam prawnika". Ostrzegam, może cię to drogo kosztować. Dlaczego? Otóż za obdarzanie zaufaniem wpisów na forum, efektu kampanii reklamowej, której właśnie szukasz, zapłacisz przecież z własnej kieszeni.

    Właśnie w ten sposób trafiłam wczoraj na forum sprzed kilku lat, do którego łańcuszkiem dopisywane są polecane kancelarie. Temat, z powodu braku wyświetleń, umarłby dawno temu w gąszczu internetu śmiercią naturalną, ale tak się składa, że nie ma do tego najmniejszego powodu. Do maleńkiej szklanki wciąż dolewa się wody, a że jedno nazwisko wciąż wypływa na powierzchnię, to ty jako czytelnik pewnie to sprawdzisz. Sprytne, ale mnie taka strategia raczej zraża.

    Zastanawiam się więc dlaczego mam takie nikłe pojęcie o rynku prawniczym. Radcy prawni nie ogłaszają się w lokalnej gazecie, nie wysyłają reklam na skrzynki pocztowe i nie widać ich nawet na lokalnych portalach. Otrzymuję prostą odpowiedź: kodeks etyki zabrania reklamowania się. Dochodzę więc do wniosku, że fora to taki słup reklamowy dla ogłoszeń prawniczych.

    Oczywiście są firmy, które otwarcie się reklamują i wyłamują się z tego zakazu. Wiąże się to ze sporym ryzykiem, ale jako laik pominę to milczeniem. Potrzeba zaistnienia na rynku jest silniejsza, ale jak to zrobić, jeśli można tylko "informować o swojej działalności"?

    Tutaj pole do popisu mają wszelkiego rodzaje rankingi, które rosną jak grzyby po deszczu. Ciekawe na jakiej zasadzie przyznają miejsca w swojej galerii sław.

    Osobiście znam osobę, która zasugerowała się takim odznaczeniem, pozytywnymi wpisami, a prawnik okazał się do prowadzenia rozpraw totalnie nieprzygotowany. Dodajmy, pomimo licznych rozmów i konsultacji. Aha, jakby tego było mało, płatne z góry. A może właśnie dlatego.

    Zatem rozsądniej jest udać się do kliku kancelarii, zanim wybierze się tą właściwą. Polecam sprawdzić przynajmniej dwóch adwokatów. Z własnego doświadczenia wiem, że szukanie kolejnego reprezentanta w trakcie sprawy, gdy już raz zaufanie zostało podważone, wiąże się z dużymi nerwami, o presji czasu i ryzyku nie wspominając.

     Kancelarie odszkodowawcze, które z adwokatami współpracują omijam szerokim łukiem. Działalność agentów pozwala zwiększyć świadomość praw jakie nam przysługują, dają szansę "ubiegać się o swoje". Jednak spory kawałek tego, gorzkiego przecież tortu, przypada wykonawcy. I tutaj już tylko można zacisnąć pięści, no i pasa, gdy sprawa okaże się wygrana.
   
    Prawnik, to nie tylko pożądana kategoria w portalach dla singli, ale także szanowany zawód. Wymaga ukończenia odpowiednich studiów, zdobycia praktycznych umiejętności w trakcie gromadzenia doświadczenia. Dlatego warto przy wyborze adwokata kierować się rozsądkiem, a nie liczbą gwiazdek zaczerpniętych wprost ze sklepu internetowego.