niedziela, 11 grudnia 2016

Smutno mi

Pijąc sok przy oknie nagryzmoliłam sobie:

Zatrzymany proces
Martwa mucha układa nogi w pentagram
Biedronki tracą kolor jak liście olszyny
W ciasnej przestrzeni między szybami
Smutek się nie zazieleni

Wciśnięte w szparę suche truchło
Budzi odrazę czy współczucie
Zaraz przy sobie straciły oddech
W imię rozkładu oddały życie

Skrzydła rozwarte siłą ducha chyba
Ukryć się chciały w najgłębszej z dolin
Inne jak starcy modlący się cicho
Na plecach leżąc bezwładnie
Śnią o ostatnim locie

piątek, 9 grudnia 2016

Aksamitne ćmy

Fever Ray - Keep The Streets Empty For Me

Motyw ćmy powracał do mnie często w tym roku.

Przed oczami staje mi wzruszająca scena zainspirowana religijnym obrazem. Pochylona nad dzieckiem zatroskana matka kołysze łagodnie w swoich ramionach bezbronne niemowlę usypiając je melodyjnym śpiewem. Opowiada mu prostą historię o ciepłych ćmach na oczach, wyrażając tym samym głęboką akceptację dla losu, który uczynił jej dziecko niewidome. Scena oddaje całą delikatność matczynych uczuć, które kobieta przelewa na dziecko, wiążąc oboje w atmosferze ufności i spokoju.

Niepokojący taniec ciem, których niespokojny lot wyrażony jest przez porywczość, rozbieganie, gorączkę i napięcie zostaje chwilowo zatrzymany, by zaraz potem powrócić do frenetycznych ruchów i rozpocząć cały cykl od nowa.

Statyka, czyli ćmy osnute w białych oprzędach. Tkanki zmieniają strukturę, rozpadają się, inne tworzą się na nowo.

W filmie "Mama" z 2013r jest scena, w której mała Lilly zjada garściami ćmy, tak jak niektórzy podjadają czipsy. Tutaj symbolizują one obecność tytułowego upiora.

W filmie "Milczenie owiec" z 1991r zmierzchnica trupia główka symbolizuje przeobrażenie. Chociaż w rzeczywistości obraz na jej grzbiecie to tylko pomniejszona fotografia.

czwartek, 8 grudnia 2016

Ognisty ptak

 


Animacja z filmu "Fantazja 2000" do muzyki Igora Strawińskiego "Ognisty ptak"

czwartek, 1 grudnia 2016

Rodzina Conradi

Na mojej półce ląduje książka "Zalety Irracjonalności" Dan Ariely, a zaraz potem trafiam na seans "Toni Erdmann" w reż. Maren Ade. Czysta logika.

Konfrontacja dwójki bohaterów podkreśla wady i zalety każdego z nich. Z jednej strony mamy starszego ojca, którego poczucie humoru jest nieco wątpliwe, ale nikomu nie przeszkadza, a z drugiej strony córkę, która twardo stąpa po ziemi, ale jej sukcesy nie przekładają się na poczucie szczęścia.

Ines poznajemy w trakcie realizacji pewnego zadania. Widzimy jak wpasowuje się w istniejącą hierarchię, której początkowym stadium jest jej własna asystentka. Okazuje się jednak, że wymaga to rezygnacji z czasu wolnego i nieustannej mobilizacji do działania. Zmęczenie Ines i jej drzemki, które niekoniecznie wypadają w nocy, podziałały na mnie sugestywnie. Poczułam się zwyczajnie znużona.
Nie mogłam się doczekać, aż bohaterka powie dość, ale zaszło to w dość nieoczekiwanej formie.
Przełomem była scena kiedy Ines śpiewa piosenkę Whitney Houston "Greatest Love Of All". 

Kulminacją filmu jest spotkanie integracyjne. Absurdalny pomysł wcielony w życie wprawia w zdumienie. Ines przeżywa rozstrój psychiczny czy raczej posługując się swoim uporem zrywa ze sztucznością i konwenasami, żeby zdobyć się na szczerość? Zgrabne połączenie z wątkiem humorystycznym wywołało lawinę śmiechu na sali, która zaraz potem zamieniła się w łzy wzruszenia. Istne katharsis.

Życie zawodowe, które zastępuje Ines prawdziwe relacje okazuje się większą karykaturą niż nie do końca śmieszny ojciec. Za to jego postawa demaskuje sztuczność biznesowego slangu, skostniałej formy i nienaruszalnej hierarchii.

Z filmu dowiedziałam się też jak sprytnie zapiąć ekspres na plecach, a także, że lepiej nie myć się szamponem, nawet jeśli zabraknie ci akurat mydła. Skutki mogą być nieodwracalne.



Źródło zdjęcia: filmweb.pl